Wybierz region

Wybierz miasto

    KONIN - Winny pilot czy maszyna?

    Autor: Aleksandra Braciszewska

    2007-10-30, Aktualizacja: 2007-10-30 09:34

    To był idealny dzień do lotów - powtarzają piloci z Aeroklubu Konińskiego w Kazimierzu Biskupim. Nie mogą uwierzyć, że w niedzielę zginęło na ich lotnisku dwóch motolotniarzy. Kilka minut przed godz.



    To był idealny dzień do lotów - powtarzają piloci z Aeroklubu Konińskiego w Kazimierzu Biskupim. Nie mogą uwierzyć, że w niedzielę zginęło na ich lotnisku dwóch motolotniarzy. Kilka minut przed godz. 17 maszyna nagle runęła na ziemię i stanęła w płomieniach. - Nie było co gasić - mówią strażacy z Kazimierza, którzy pierwsi dotarli na lotnisko.

    Jerzy Mąka, 39-letni policjant i mieszkaniec Kazimierza, był doświadczonym pilotem z 12-letnim powietrznym stażem. Latał na samolotach, szybowcach i motolotniach. W niedzielę odbył kilka lotów swoją prywatną motolotnią. Przelot, który zakończył się tragicznie, miał być tego dnia ostatni. Razem z Mąką poleciał 38-letni Paweł Ulatowski, przedsiębiorca z Konina, dla którego była to pierwsza i, jak się okazało, ostatnia przygoda z lotnictwem.
    - Jurek zawsze latał spokojnie i bezpiecznie. Był najlepszym motolotniarzem, jakiego znałem. Miał o tym pojęcie jak mało kto - twierdzi Piotr Bruch, świadek wypadku.
    O tym, że coś jest nie tak, Bruch zorientował się, gdy zobaczył, że lecąca z prędkością 80 km/h maszyna nagle schodzi w dół. Motolotnia spadła z wysokości 100-150 metrów.
    - Leciał tak jak zawsze. Myślałem, że będzie lądował. Nawet gdyby zawiódł silnik, to dla tak doświadczonego pilota bezpieczne lądowanie nie byłoby żadnym problemem. Gdyby spadli kilkadziesiąt metrów dalej, w miejsce gdzie są drzewa, na pewno by przeżyli - twierdzi Piotr Bruch. - Usłyszałem wielki huk i zobaczyłem ogień. Od razu pobiegliśmy z kolegą na miejsce, ale nie było już kogo ratować.
    Maszyna była sprawna i miała specjalne zabezpieczenie ratunkowe. Dlaczego zawiodła? Nie wiadomo. Przyczyny wypadku wyjaśnia Państwowa Komisja do spraw Badania Wypadków Lotniczych. Prezes aeroklubu Tomasz Piaseczny twierdzi, że stan techniczny motolotni nie budził zastrzeżeń.
    - Ale to tylko maszyna. Mogło coś zawieść - dodaje.
    Motolotnia ważyła około 100 kg. Zostały z niej same zgliszcza. Przez dwa dni na miejscu tragedii pracowały policyjne ekipy i prokuratorzy.
    Jerzy Mąka pozostawił żonę i dwoje dzieci, Paweł Ulatowski - żonę i dziecko. Tragedią, jaka ich spotkała, są przybici ich koledzy z pracy.
    Zmarły policjant od 17 lat pracował w konińskiej komendzie jako technik kryminalistyki. Z aeroklubem w Kazimierzu był związany od 12 lat. Wyszkolił wielu pilotów.
    - Wypadki w powietrzu się zdarzają. Na drogach codziennie dochodzi do podobnych zdarzeń, a i tak się o tym nie mówi - mówią piloci z Aeroklubu Konińskiego, przyjaciele tragicznie zmarłego motolot-niarza. - To że giną koledzy jest wpisane w to hobby, ale śmierć nawet najbardziej doświadczonych nie jest w stanie nas zrazić do latania. Nie można wystraszyć się tego, co się kocha.
    To nie pierwszy tragiczny wypadek na lotnisku pod Ko-ninem. W czerwcu 2005 roku rozbiła się tam prywatna awionetka. Pilot miał zrzucić wiązankę kwiatów dla opuszczającej kościół w Kazimierzu młodej pary. Przypłacił to życiem. Kilka lat wcześniej zginął spadochroniarz.
    Więcej na temat: 

    Sonda

    Czy według Ciebie nauczyciele powinni stosować taką formę protestu jak strajk?

    • Tak (59%)
    • Nie (41%)
    • Nie mam zdania (0%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.