Wybierz region

Wybierz miasto

    PO WYBORACH - Sukces Łybackiej i Górskiego

    Autor: Łukasz Cieśla

    2007-10-23, Aktualizacja: 2007-10-24 07:30

    Krystyna Łybacka z SLD i Tomasz Górski z PiS to najwięksi wygrani niedzielnych wyborów do Sejmu. Była minister edukacji została odstawiona na boczny tor przez kolegów z SLD. Najpierw proponowano jej start do Senatu.

    Krystyna Łybacka z SLD i Tomasz Górski z PiS to najwięksi wygrani niedzielnych wyborów do Sejmu.
    Była minister edukacji została odstawiona na boczny tor przez kolegów z SLD. Najpierw proponowano jej start do Senatu. Potem zajęła dopiero trzecie miejsce na liście do Sejmu, mimo że przy Wiejskiej pracuje nieprzerwanie od 1991 roku. Liderem poznańskiego LiD został jej były asystent 29-letni Tomasz Lewandowski.

    Łybacka była tak bardzo niepocieszona, że w niedzielę nie przyszła nawet na wieczór wyborczy LiD. Wolała zostać w domu. Wcześniej zastanawiała się, czy w ogóle wystartować w wyborach. Ostatecznie zdecydowała się wziąć w nich udział. Jak mówiła w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim”, postanowiła oddać się pod osąd wyborców. W niedzielny wieczór mogła triumfować. Zdobyła 24.405 głosów, ponad dwa razy więcej niż Tomasz Lewandowski.
    - To będzie już szósta kadencja w Sejmie, ale ten mandat ma dla mnie największą wartość. Zdobyłam o sześć tysięcy głosów więcej niż dwa lata temu. Dziękuję wszystkim osobom, które na mnie zagłosowały – mówiła uradowana Łybacka.

    Jeszcze większym szczęściarzem wydaje się być Tomasz Górski z PiS. Dwa lata temu były poznański radny zdobył mandat, choć startował w swoim rodzinnym mieście dopiero z siódmej pozycji na liście. W tym roku groziło mu, że w ogóle nie dostanie miejsca na liście PiS. Jan Filip Libicki, prezes poznańskich struktur partii, zabiegał o jego wykreślenie. Między politykami doszło do konfliktu, bo Górski kilka miesięcy temu poprosił prokuraturę o wyjaśnienie rzekomych nieprawidłowości w TBS „Nasz Dom”, w którego Radzie Nadzorczej przez pewien czas zasiadał Libicki. Gdy sprawa wyszła na jaw, prezes poznańskiego PiS postanowił ukarać partyjnego kolegę. Uznał postawę Górskiego za atak na swoją osobę. Ostatecznie Tomasz Górski trafił na pilską listę. Skorzystał z uprzejmości posła Maksa Kraczkowskiego, szefa tamtejszych struktur. Obaj znają się z między innymi z pracy w sejmowej Komisji Gospodarki.

    W niedzielę okazało się, że PiS w okręgu pilskim zdobył tylko dwa mandaty. Tomasz Górski, startując z szóstego miejsca zdobył najwięcej głosów. Pokonał nawet posła Kraczkowskiego, lidera listy, który zdobył 11.756 głosów. Tomasz Górski aż 18.072 głosów.
    – Ten sukces jeszcze do mnie nie dociera – zwierza się Tomasz Górski.
    Świetny rezultat posła wynika przede wszystkim z bardzo intensywnej kampanii wyborczej. Jego plakaty pojawiały się w wielu miasteczkach i wsiach w okolicach Piły, Szamotuł czy Obornik. Z mało znanego parlamentarzysty, przynajmniej w północnej Wielkopolsce, wyrósł na lidera tamtejszej listy.
    Uznanie należy się przede wszystkim Platformie Obywatelskiej. Odniosła ona zdecydowane zwycięstwo w Wiel-kopolsce: przypadło jej 19 mandatów poselskich na 40 możliwych oraz aż osiem senatorskich. Dziewiąty, ostatni mandat do Senatu, zdobył Piotr Kaleta, kandydat PiS w okręgu kalisko-leszczyńskim.

    Wczoraj poznańscy politycy PO zwołali konferencję prasową. Za stołem zasiadło aż dziewięciu parlamentarzystów, siedmiu posłów i dwóch senatorów.
    – Otrzymaliśmy od pozna-niaków i mieszkańców Wielkopolski olbrzymi kredyt zaufania. Postaramy się go nie zmarnować. Wyborcy pokazali olbrzymią determinację i za-głosowali za tym, by żyło się lepiej, milej i sympatyczniej – stwierdził Waldy Dzikowski, lider PO w Wielkopolsce.

    Sam Dzikowski jest zadowolony z indywidualnego wyniku. Otrzymał ponad 110 tysięcy głosów. Jest to najlepszy rezultat w województwie w wyborach do Sejmu. Adam Szejnfeld, jego partyjny kolega startujący z okręgu pilskiego, także dostał wysokie poparcie. Uzyskał aż 57.343 głosów.
    Waldy Dzikowski jeszcze kilka miesięcy przeżywał bardzo trudne chwile, bo do Sejmu trafił wniosek o uchylenie jego immunitetu. Poznańska prokuratura chciała mu postawić zarzuty za rzekome przyjęcie łapówki. Media szeroko opisywały tę sprawę, a politycy PiS wracali do niej przy okazji dyskusji na temat korupcji. Ostatecznie posłowie nie uchylili Dzikowskiemu immunitetu, ale jego pozycja w macierzystej partii została zachwiana. Pojawiły się pogłoski, że dostanie jedno z dalszych miejsc w wyborach do Sejmu. Zachował jednak pozycję lidera.

    W niedzielę wyraźnie pokonał swoją główną konkurentkę Zytę Gilowską z PiS. Na minister finansów zagłosowało 54.307 osób. Jest to jednak bardzo przyzwoity wynik, biorąc pod uwagę to, że kampania pani wicepremier nie była prowadzona w profesjonalny sposób. O Gilowskiej było głośno kilka razy, najczęściej z powodu kontrowersyjnych zachowań lub wypowiedzi. Pozwała do sądu poznańskiego socjologa, który skrytykował jej poczynania, czy też twierdziła, że popierała rozwój poznańskiego uniwersytetu. Później okazało się, że podczas kluczowego głosowania wstrzymała się od głosu.
    Radość Gilowskiej nie może być jednak pełna, bo w ogólnym rozrachunku PiS poniósł w Poznaniu klęskę. Oprócz Gilowskiej mandat zdobył jedynie poseł Jacek Tomczak. Z polityków, którzy nie dostali się do Sejmu warto zwrócić uwagę na Jerzego Smorawińskiego, kandydata PSL. Zaufało mu 14.211 wyborców, a partia przekroczyła w Poznaniu magiczny próg pięciu procent.

    Najwięksi przegrani minionych wyborów

    Gorzką pigułkę przełknęli w niedzielę niektórzy kandydaci na parlamentarzystów z Wielkopolski.
    Spektakularne porażki ponieśli przede wszy-stkim Jan Filip Libicki, prezes poznańskiego PiS oraz Tomasz Lewandowski z LiD.
    Sztab tego ostatniego do poniedziałkowego poranka łudził się, że młody radny trafi do Sejmu. Szef jego kampanii, Bartłomiej Stroiński, położył się spać dopiero o dziewiątej rano. Podczas wczorajszej rozmowy z „Głosem Wielkopolskim” był wyraźnie przybity.
    – Jestem przerażony tym co się stało. Zrobiłem dwanaście kampanii wyborczych, z tej byłem najbardziej zadowolony – opowiada Bartłomiej Stroiński. – Jeszcze nie analizowałem przyczyn porażki, zrobię to za jakiś czas. Liżemy rany, są bardzo głębokie.

    Choć Lewandowski zdobył prawie dwanaście tysięcy głosów, wróci do pracy w poznańskiej Radzie Miasta. W 2005 roku startował do Sejmu z drugiego miejsca, ale mandatu też nie zdobył. Część działaczy LiD będzie pamiętała o tych wynikach podczas układania list przed kolejnymi wyborami. Lewandowski, mimo porażki, zachował klasę. Wczoraj po południu zadzwonił z gratulacjami do Krystyny Łybackiej.

    Mniejszym zaskoczeniem jest słaby wynik Waldemara Witkowskiego, drugiego na poznańskiej liście LiD. Dostał 6837 głosów. Szefujący Unii Pracy Witkowski od kilku tygodni twierdził, że nie zależy mu na pracy w Sejmie. W kontekście bardzo widocznej kampanii wyborczej te zapewnienia wyglądały na próbę asekuracji w przypadku porażki.

    Bolesny zawód spokał Grzegorza Woźnego z SLD, startującego w okręgu kalisko-leszczyńskim. W parlamencie, najpierw w Senacie, potem w Sejmie, pracował w kilku minionych kadencjach.
    Tym razem zabrakło mu 290 głosów. Miejsce w poselskich ławach przegrał w bezpośredniej w walce z partyjnym kolegą, posłem Wiesławem Szczepańskim.

    Wybory źle będą również wspominać w poznańskim PiS. Jan Filip Libicki startował z drugiego miejsca. Dostał niewiele ponad dziewięć tysięcy głosów. Mandat przegrał kosztem Jacka Tomczaka, startującego z czwartej pozycji.
    Na Wiejskiej nie zobaczymy także Małgorzaty Stryjskiej. W Sejmie i Senacie z oczywistych powodów nie pojawią się politycy Samoobrony i LPR.
    Ta pierwsza partia w minionej kadencji miała aż ośmiu parlamentarzystów z Wielkopolski. Teraz, podobnie jak LPR, nie przekroczyła progu wyborczego.

    Sonda

    Czy według Ciebie nauczyciele powinni stosować taką formę protestu jak strajk?

    • Tak (59%)
    • Nie (41%)
    • Nie mam zdania (0%)