Wybierz region

Wybierz miasto

    POZEW PRZECIWKO ENEI - Rolnicy żądają odszkodowań za słupy

    Autor: Monika Kaczyńska

    2007-10-19, Aktualizacja: 2007-10-19 07:40

    Piotrowi Cebernikowi, rolnikowi spod Międzychodu udało się uzyskać odszkodowanie za słupy energetyczne, które od lat stoją na jego polu. Teraz w jego ślady zamierzają pójść kolejni gospodarze.

    Piotrowi Cebernikowi, rolnikowi spod Międzychodu udało się uzyskać odszkodowanie za słupy energetyczne, które od lat stoją na jego polu. Teraz w jego ślady zamierzają pójść kolejni gospodarze. Zapowiadają, że złożą pozew zbiorowy przeciwko firmie energetycznej Enea.

    Obecnie, jeśli zakład zajmujący się przesyłem energii chce postawić słup na czyimś gruncie, musi porozumieć się z właścicielem. Na ogół posiadacze takich działek mogą liczyć przynajmniej na kilka, a czasem i ponad dziesięć tysięcy złotych rekompensaty. W znacznie gorszej sytuacji znaleźli się jednak ci, na których ziemi słupy energetyczne stoją od kilkudziesięciu lat. Do tej pory nie mogli oni liczyć na żadne odszkodowanie.
    Udało się to dopiero Piotrowi Cebernikowi. Jednak, aby dostać pieniądze musiał wystąpić na drogę sądową.
    – Próbowałem przez dwa lata dogadać się z Eneą – opowiada. – Zaproponowali mi jedynie zwrot podatku gruntowego za miejsca, na których stoją słupy. Uznałem, że 2,70 złotych rocznie to śmieszna propozycja.
    Przed sądem doszło do ugody. Enea zdecydowała się wypłacić rekompensatę za straty spowodowane słupami przez ostatnie trzy lata. To oznacza około 4 tysięce złotych.
    – To nieco mniej niż wynikało z ekspertyzy – wyjaśnia rolnik. – Ale ponieważ firma zgodziła się na ugodę, uznałem, że będzie dla mnie lepiej załatwić sprawę od razu niż przeciągać proces. Przecież każdy wyjazd do sądu kosztuje.
    W ślady Cebernika chcą iść pozostali rolnicy. Ponad 300 z nich zebrało się w Sierakowie, by ustalić strategię dalszego działania. Sprawa dotyczy jednak właścicieli gruntów w całej Polsce. Osób, na których terenach stoją takie urządzenia jest co najmniej kilkanaście tysięcy.
    – Wiemy, że słupy gdzieś muszą stać i nie domagamy się, aby je przeniesiono – wyjaśnia Witold Przybył z Wielkopolskiej Izby Rolniczej w Między-chodzie. – Oczekujemy tylko, że Enea wypłaci nam odszkodowania.
    Gospodarze tracą na słupach nie tylko dlatego, że zajmują one miejsce, którego nie mogą obsiać, ale także dlatego, że w czasie orki, oprysków czy zbiorów muszą wykonywać ciężkimi maszynami manewry. Na przykład praca kombajnu kosztuje 200 złotych za godzinę. Ceny innych usług agrotechnicznych są podobne. Jeśli więc obrabiając pole, rolnik traci na dodatkowe manewry za każdym razem tylko kwadrans w ciągu roku, zbiera się z tego znaczna suma.
    Jak obliczyli rzeczoznawcy ze Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Rolnictwa jeden słup na polu powoduje roczne straty rzędu kilkudziesięciu złotych. Jednak w każdym przypadku suma ta jest nieco inna. Zależy od klasy ziemi, ilości zabiegów agrotechnicznych, których wymaga określony rodzaj upraw czy wreszcie typu słupa.
    Każdy rolnik, który chciałby dochodzić swoich praw musi się liczyć z wydatkami przekraczającymi nawet 3 tysiące złotych. Sama ekspertyza pochłania połowę tej sumy. Problemem jest także to, że w polskim prawie nie funkcjonuje zasada precedensu. Oznacza to, że wygrana jednego rolnika, nie oznacza, że w przypadku pozostałych wyroki będą podobne.
    – Dlatego postanowiliśmy wystąpić wspólnie przeciw Enei – tłumaczy Przybył.

    Głos Wielkopolski dostępny także w wersji elektronicznej - ZAMÓW TERAZ SMS-em!

    Sonda

    Czy według Ciebie nauczyciele powinni stosować taką formę protestu jak strajk?

    • Tak (59%)
    • Nie (41%)
    • Nie mam zdania (0%)