Wybierz region

Wybierz miasto

    PRACA - Molestowane Wielkopolanki

    Autor: Katarzyna Bręczewska i współpraca: Bożena Wolska

    2007-10-18, Aktualizacja: 2007-10-18 09:13

    Dwie mieszkanki Śremu opowiadają o tygodniu koszmaru, jaki przeżyły w zakładzie mięsnym w Niemczech. Pracę załatwił im chodzieski pośrednik Jarosław Z., który nie ma sobie nic do zarzucenia.

    Dwie mieszkanki Śremu opowiadają o tygodniu koszmaru, jaki przeżyły w zakładzie mięsnym w Niemczech. Pracę załatwił im chodzieski pośrednik Jarosław Z., który nie ma sobie nic do zarzucenia.

    Kobiety ze Śremu chciały podreperować domowy budżet i postanowiły poszukać pracy w Niemczech. Choć nigdy nie pracowały w zakładach mięsnych, to pośrednik z Chodzieży Jarosław Z. zapewnił je, że sobie poradzą. Obiecał im umowę, ładną stawkę (ponad pięć euro za godzinę).

    Śremianki Danuta K. i Justyna W. opowiadają, że już pierwszego dnia w okazało się, że nie ma dla nich okresu próbnego. Przenoszono je z jednego stanowiska na drugie, a czas pracy wcale nie wynosił dziesięć godzin dziennie, tylko średnio 14 lub 15.
    - Liczyłyśmy się z tym, że będziemy dużo pracować, ale musiałyśmy nosić ciężkie skrzynki i wysłuchiwać ciągłych wyzwisk i nagabywania. Nie można było nawet podnieść wzroku, żeby nie usłyszeć obelg, a koleżance jeden z Turków przystawił nóż do brzucha, bo nie uśmiechnęła się do niego - opowiada Justyna W.

    Kobietom od razu powiedziano, że żadna nie wytrzymuje dłużej niż kilka dni, a te co zostają, to albo są bez grosza i nie mają za co wrócić, albo nie mają oporu przed pójściem z kimś do łóżka. Śremianki poznały Polki, które zostawiły dzieci pod opieką dziadków i pojechały, nie mając przy sobie żadnych pieniędzy, nawet na jedzenie. Obiecano im zaliczkę, której też nie dostały.

    - Brygadzista pochodził z Polski i był najgorszy. Podszedł do mnie i powiedział, że wszystkie z taśmy już mu się oddały, tylko ja nie. Mówił, że jeśli spędzę z nim noc, to nie będę musiała jutro iść do pracy - opowiada Justyna W.

    Jarosław Z., pośrednik ma zakład mięsny w Chodzieży i od kilku lat współpracuje z niemieckimi firmami. Zatrudnia ludzi w swojej firmie, a później wysyła ich na delegacje do zakładów w Niemczech, dla których jego zakład wykonuje usługi. Pośrednik twierdzi, że kiedy zobaczył kobiety, od razu podejrzewał kłopoty.
    - Widać było, że mają jedną przywódczynię. Była wygadana, pyskata i miała długie tipsy. Nie nadawała się na produkcję - mówi.

    Jarosław Z. twierdzi, że każdy z pracowników przez niego zatrudnionych wie, że może zwrócić się do niego w razie problemów.
    - Gdyby takie historie, jak opowiadają Śremianki, tam się działy, to wiedziałbym o nich i na pewno bym zareagował - zapewnia.

    Sonda

    Czy według Ciebie nauczyciele powinni stosować taką formę protestu jak strajk?

    • Tak (59%)
    • Nie (41%)
    • Nie mam zdania (0%)

    Korzystamy z cookies i local storage.

    Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.