skarpa Parku Winnego skarpa Parku Winnego

wjazd od ul. Wrocławskiej ? (© PanPiotrowski)

Masz zdjęcie do tego tematu?

Wyślij

Po raz kilkunasty zachwycamy się kolejnym filmem o przygodach Bonda, Jamesa Bonda. Dotąd elegancki szpieg odkrywał, poszukiwał, zabezpieczał, rozbrajał różniste głowice i wyrzutnie przy okazji dając szczęścia osobiste co ładniejszym panienkom pochodzenia słowiańskiego.

Rekonesansowa wizyta kolejnego znakomitego aktora przymierzanego do roli Jamesa Bonda miała być tajną łamane przez poufne i nawet wojewódzki komendant Policji w Gorzowie nie miał wiedzy w tym temacie ale... stał się mały skandalik z udziałem luksusowego samochodu na angielskich numerach rejestracyjnych i wezwano policję.
Właśnie przechodziłem tamtędy wracając z kolejnego oglądu zabytkowej ruiny wyrabiającej sobie sławę ponad regionalną.
Jakże byłem zdziwiony, gdy zobaczyłem elegancką limuzynę, która poprzez chodnik (ulica Wrocławska) podjechała pod skarpę wzgórza winnego. Oczywiście mimo doskonałości renomowanej marki Rols Roys samochód zakopał się.Wysiadł po angielsku ubrany zawodowy kierowca a właściwie szofer. Obszedł samochód dookoła i stanąwszy koło prawego przedniego koła zdjął elegancki melonik i eleganckim gestem podrapał się do głowie dłonią odzianą w eleganckie białe rękawiczki.
Otwarły się drzwiczki pasażerskie i wyszła kobieta wielkiej urody i jeszcze większego bogactwa ubioru. Brnąc po murawie w swoich piętrowych, czerwonych szpilkach podeszła do szofera, popatrzyła na wyjeżdżoną bruzdę i czystą polszczyzną głośno wyraziła swoją ocenę:- Mówiłam ..Urwał, że tędy do Palmiarni się wchodzi, po schodach. Co was napadło, żeby ..Urwał wjeżdżać na skróty - dziwiła się.Rozbawiony tą sytuacją podeszłem bliżej wyciągając swój poczciwy aparat fotograficzny. Zauważyła to następna osoba z pasażerów tego samochodu. Kobieta w średnim wieku, średniej wagi ale wyposażona w duże okulary wyskoczyła jak z procy i machając mi przed oczami jakimś identyfikatorem przestrzegała:-Proszę nie robić żadnych zdjęć. To są angielscy goście pod szczególną opieką polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Ja jestem polskim pilotem tej eskapady.Tu nie wytrzymałem i z nauczoną w działalności publicznej złośliwością zauważyłem:-Ładna mi pilotka co każe kierowcy jechać w mieście po skarpach Parku Winnego. Przecież tu by niemiecki czołg Leopard nie podjechał a co dopiero taka elegancka, niskopodwoziowa limuzyna.
Pani w okularach pokazała mi kartkę z wydrukiem planu miasta.-Mamy dojechać do obiektu pod adresem ulica Wrocławska 14 a. A tu nie ma żadnego wjazdu, żadnej bramy, żadnego drogowskazu o objeździe...tłumaczyła rozgadana okularnica.-A przecież tu mam fotografię Palmiarni, widać ją hen na wzgórzu, widać stąd a tu przecież jest ulica Wrocławska. Ale jak tam dojechać ?
Dobrze, że mam wąs bo mogłem się uśmiechnąć tak aby nie urazić ambicji warszawskiego urzędnika Ministerstwa Spraw Zagranicznych.Pragnąc rozładować zaognioną sytuację dowcipem zapytałem;-Czy mogę wyjaśnić to nieporozumienie przez analogię?. Mamy w Warszawie Ministerstwo Sprawiedliwości a po sprawiedliwość jeżdzimy do Brukseli albo w ważniejszych sprawach wynajmujemy Czeczenów aby oni nastraszyli kogo trzeba.
Na tej polskiej zasadzie, że co innego jest opisane a co innego zastane Palmiarnia ma taki głupi adres mimo, że dojazd jest od ulicy Grzegorza Zarugiewicza. Zielonogórzanie wiedzą, że od Wrocławskiej trzeba skręcić w Podgórną, przejechać prawym pasem ronda 11 Listopada, wjechać znowu na Podgórną i niebawem skręcić w Piaskową. Po kilkunastu metrach, na prawo jest wjazd w ulicę Grzegorza Zarugiewicza. Jeszcze 324 metry i jesteście na podjeździe Palmiarni z cudną wodną rzeźba kuli ziemskiej. Przy okazji trzeba a nawet warto przywitać się z takim chudym bachusikiem Palmusikiem czy jakoś tak...
W tym momencie urocza pilotka w dużych okularach prawie zbiegła ze skarpy na widok radiowozu policyjnego. Zauważyłem jak wymachiwała swoim identyfikatorem i pokazywała wydruk mapki.
Byłem optymistycznie przekonany, że pilotka już dowiedziała się ode mnie jak prawidłowo i wygodnie dojechać do palmiarni więc pozostawiłem swojemu biegowi jej dyskusje z policjantami.
Podszedłem do tej dziewczyny tak wyraziście posługującej się polską mowa ze szczególnym uwzględnieniem popularnego przecinka „Urwał".
-Z angielskiej limuzyny wysiada piękna kobieta i wyraża swoją opinię czystą mową polską, z używaniem popularnych słów zapożyczonych z łaciny, Jeśli wolno zapytać to podróż poślubna z angielskim mężem ?
-A ja pana znam. Pan to chodzi z tą szablę, prawda ? Bo ja kończyłam tutaj liceum i w nagrodę za dobre oceny z angielskiego babcia ufundowała mi wycieczkę do Londynu. Postanowiłam zostać dłużej aby się otrzaskać z językiem i startować na Oksford. Jak pan widzi posiadam warunki więc poszłam na casting do filmu i jako posiadaczka słowiańskiej, wzorcowej urody jestem przewidziana do roli narzeczonej Jamesa Bonda, w kolejnej edycji tego filmu.Właśnie jeździmy po Polsce bo akcja ma się dziać w Zielonej Górze-wyjaśniała swoją misję urocza zielonogórzanka przybyła angielskim samochodem.
W tym momencie na skarpę podeszli dwaj policjanci aby ocenić ewentualne szkody w nawierzchni skarpy i pomóc sprowadzić samochód na twarde podłoże. Pozdrowili mnie uprzejmie co zresztą jest praktykowane przez większość zielonogórskich policjantów. Dobrze wychowani i nauczeni od małego dobrych manier pozdrawiają popularnego w mieście starszego pana.
Naradziliśmy się kto z której strony będzie pchał. Szofer wróci za kierownicę. Do pchania jest nas trzech i dwie panie. Tajemniczy acz ważny główny pasażer ciągle nie wychodzi więc nie zobaczyliśmy go przez zacienione szyby.
Na wydaną przeze mnie (zapamiętane z harcerstwa) komendę „Hej-ruup !" zepchnęliśmy samochód ze skarpy. Uprzejmi policjanci zadeklarowali pilotowanie do drzwi palmiarni.Urocza zielonogórzanka zaprosiła mnie do limuzyny pragnąc postawić drinka pierwszemu napotkanemu znajomemu.
Wsiadłem z wyrazami „Witamy w Zielonej Górze" wypowiedzianymi po polsku bo nie chciałem aby się śmiali z mego akcentu.
Rozgadana zielonogórzanka przedstawiła mnie jako znajomego z jej lat szkolnych. Szofer z szacunkiem skłonił się melonikiem a siedzący na tylnej kanapie, główny pasażer wyciągnął rękę do powitania. I wtedy mogłem mu się przyjrzeć. O mało co nie podskoczyłem z wrażenia.
* * *
Tu przerwę czynię w relacji co by nie zanudzić Szanownych Czytelników popularnego portalu „mmzielonagora,pl".
Jeśli Pani Magda uzna za stosowne to ciąg dalszy nadam najbliższych dniach, 
 

Wiadomości Gorzów Wielkopolski, Wydarzenia Gorzów Wielkopolski

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!