Już wkrótce nas dopadnie. Grudniowy szał świątecznych zakupów. Czy wśród najbardziej popularnych prezentów są jeszcze misie? Takie miękkie, ciepłe, miłe. Przytulanki nawet jeszcze wiele lat po wejściu w dorosłość. Chociaż uszko oberwane czy oczko wydłubane.

   W naturze misiów nie widziałam. Czym się nie martwię. Bo jeśli są misie to w pobliżu niedźwiedzica. I żarty się kończą. Żywego raz. W środku upalnego lata. W zoo. Lata świetlne temu. To był miś polarny. Od tamtego czasu nie lubię ogrodów zoologicznych. Ale filmy z nimi z przyjemnością oglądam.
   Z literatury zaś nie Kubuś Puchatek, przyjaciel Krzysia, ale zdecydowanie peruwiański miś z dworca Paddington, członek rodziny Brownów. Jest słodki.
   Może też świątecznie zaszaleję? Wszak w Łodzi jest rzeźba naszego kultowego Misia Uszatka. A właściwie dlaczegoż by nie?
   Spotykałam inne misie w różnych miejscach. Ostatnio, w ubiegłym tygodniu, w centrum Zielonej Góry. Miś zombie. Miał straszyć i w moim przypadku się powiodło. Nie lubię horrorów. Jako zombie nie był śliczny. Wcześniej na pewno tak. Miękki, bawełniany, biały. Może przygarnął go jakiś miejski duch, któremu zombie niestraszny? I miś będzie mu przytulanką?

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!