Tomasz Dominiak

avatarTomasz Dominiak

Zielona Góra

Moje ostatnie 20 lat - część 5

2011-12-15 21:36:15

To na razie ostatnia część, może jeszcze kiedyś dopiszę dalszą moją historię.


Jeszcze za bardzo nie ostygłem po sprawie sądowej, a tu kłania się armia. Gdy syn skończył szesnaście lat otrzymał grupę niepełnosprawności (upośledzenie znaczne - na stałe). Żona była z nim na komisji przedpoborowej, raz czy, dwa razy tego nie wiem. W każdym razie dostarczała im, odpowiednie zaświadczenia od lekarzy. Któregoś dnia powiedziała mi, żebym poszedł z synem na komisję wojskowa, bo ona w ten dzień pracuje. Myślałem, ze sobie żartuje. Przecież wszystkie jego papiery mają. Nakręciłem się i to zdrowo, nawet się nie przebierałem i poszedłem w ubraniu roboczych, najpierw odebrać syna ze szkoły a później udaliśmy się do Szkoły Medycznej, gdzie kazano się wstawić synowi, czyli poborowemu. Już na dzień dobry zacząłem krzyczeć, jak mogą tak poniżać osobę niepełnosprawną. Na co dzień, jestem raczej spokojny, ale gdzieś są granice wytrzymałości i człowiek może nie wytrzymać. Kazano mi się nie denerwować, oni tylko go przebadają i pójdziemy do domu. Pomyślałem sobie niech go badają. Stałem z boku i obserwowałem, najśmieszniejsze było to, jak badali mu wzrok pan doktor zadawał mu pytania, a przecież syn nie mówi. W końcu pyta się mnie, czy syn widzi? Grzecznie odpowiedziałem, że niech zapyta się syna, bo tu on przyszedł na badania a nie ja. Nie wiem po co robili te badania, skoro wszystkie wyniki mieli na stoliku. Na książeczkę już nie czekałem, powiedziałem żeby przynieśli do domu. Po południu ją dostarczyli. I tak skończyły się moje udręki związane i z sądem i armią. Był to bardzo trudny rok, ale najważniejsze jest to, że syn zaczął się rozwijać. Teraz jest już dorosłym facetem, dalej broi, ale inaczej. Żeby zwrócić na siebie uwagę rozbija naczynia o podłogę, drze książki, zdjęcia, czasami zdarza mu się kogoś uderzyć, ale jest to coraz rzadsze. U logopedy zaczynają się pierwsze sukcesy, bo zaczyna powoli powtarzać coraz trudniejsze wyrazy. W Stowarzyszeniu na terapiach wykazuje coraz większą aktywność i niejednokrotnie potrafi wszystkich czymś zaskoczyć. Zaczął stawać się kumplem. Niedawno byliśmy wspólnie z rodzicami i ich dziećmi na kilkudniowym obozie rehabilitacyjno-integracyjnym w Łagowie Lubuskim. Tam dopiero było widać jak się zmienia, ile rzeczy potrafi sam zrobić. Razem pływaliśmy rowerem wodnym, robił mi zdjęcia. Podczas obozu mięliśmy tyle różnych atrakcji, widziałem jak współpracuje z innymi dziećmi, może już nie dziećmi, tylko dorosłymi osobami. Ja widzę to troszeczkę inaczej, po prostu on żyje w innym świecie, niejednokrotnie niezrozumiałym przez innych ludzi. Od dwóch lat nasze życie zmieniło się diametralnie, syn jest wyciszony. Udzieliło się to całej rodzinie Ja zacząłem uczęszczać do szkoły podnosząc swoje kwalifikacje. Kiedy byłem młody zamiast się uczyć uciekłem w pogoń za pieniędzmi samodzielnością, później wojsko a później to już się nie chciało? Teraz nie wiem, co mnie tknęło do nauki zapewne chciałbym cos zmienić w swoim życiu. Tyle lat pracuję fizycznie, że, może na starość cos się zmieni, przynajmniej mam taka nadzieję Już teraz zaczynam spełniać swoje marzenia z dzieciństwa, zająłem się fotografią, organizację wycieczki rowerowe i zwiedzaniem okolice.


Jeżdżąc nad jeziora syn już mi nie ucieka, pomaga przy robieniu zdjęć, nosi koszyk na grzybach i pomaga rozbić namiot na plaży. To już nie jest ten mały chłopczyk. Może jeszcze nie jest tak, jak by człowiek sobie wymarzył, ale jest dobrze. Na początku tego roku postanowiłem, że nauczę się pływać. I tak pod okiem instruktora po dwóch miesiącach odniosłem pierwsze sukcesy i woda przestała mnie wciągać w swoje głębiny. Nie zdawałem sobie sprawy ile straciłem, nie umiejąc pływać, myślałem, że to już nie dla mnie. Na wycieczkach rowerowych zawsze pilnowałem rowery, gdy reszta spędzała milo czas w wodzie, teraz to się zmieni. Tak mi się to pływanie spodobało, że chodzę na basen przynajmniej raz w tygodniu, zdarza się, że nawet dwa razy. Od pewnego czasu rozpocząłem uczyć pływania syna, czy kiedykolwiek go nauczę nie wiem, ale skoro mi się udało to, dlaczego ma się nie udać jemu. Jak na razie robi postępy. Na basenie pomagają mi prawie wszyscy ratownicy, każdy z nich, który przechodzi koło nas daje kolejne pomocne wskazówki i dobre słowo. Najważniejsze, że syn polubił wodę i idzie na basen z przyjemnością. Od pewnego czasu syn korzysta z zajęć logopedycznych w Ośrodku rehabilitacyjnym „Promyku". Jestem bardzo zadowolony z pracy pani, która z nim pracuje. Do tej pory jest ona najlepsza w całym jego już, nie takim krótkim życiu. Nasze wakacje już wyglądają inaczej. Od dwóch lat zaczynam odpoczywać na wczasach. Poznałem przyjemność leżenia na kocu, wcześniej mogłem tylko pomarzyć o takich rarytasach, ciągle moje oczy były skupione na syna i otoczenie. Nie było mowy o przymknięciu oka na kocu. Pierwszy raz w czasie wakacji wyjechałem na zagraniczną wycieczkę. Teraz, kiedy spełniam swoje marzenia, również związane z robieniem zdjęć, to jest sama przyjemność. Nareszcie robię to, co lubię. Syn dobrze sypia, nie budzi mnie o piątej rano. Mogę powiedzieć, że lubi sobie pospać. Do szkoły specjalnej uczęszczał do końca roku szkolnego, stwierdzono, że jego etap szkolny dobiegł końca. Taką informację mieliśmy już od dłuższego czasu. Była obawa, co dalej z nim będzie. Dowiadywaliśmy się w różnych ośrodkach, ale osób autystycznych nie chcą za bardzo przyjmować. Zgodzono się na okres próbny przyjąć go na Głowackiego w Ośrodku Terapii Zajęciowej. Udało się i od wakacji uczęszcza do Ośrodka. Jestem z jego pobytu tam bardzo zadowolony, on też tam idzie bez żadnych oporów. Jest tam miła rodzinna atmosfera.


Zastanawiałem się jak bym mógł podsumować moje ostatnie dwadzieścia lat życia.


Czy ten czas odpowiednio wykorzystałem, czy chciałbym coś zmienić lub cofnąć czas?


Na samym początku, nie radziłem sobie. Zapewne jeszcze do pewnych spraw nie dorosłem. Kolejne lata to walka sam z sobą, wtedy jeszcze nie wiedziałem, czego sam chcę.


Przyszła kolej na próbę naprawy swojego życia, tutaj odniosłem sukces i go pielęgnuję. A co strąciłem, oj wiele, można wymieniać długo, przede wszystkim: koleżków, a jak koleżków to i nałogi, chodzenie na zakrapiane imprezy. Dzisiejszy czas, to czas sukcesów. Uwierzyłem w siebie, wszystko zaczyna mi się układać. Starszy syn studiuje, młodszy jest w ośrodku. Dzięki temu przestało mi to stwarzać kłopoty w pracy, nie muszę już go wozić w różnych godzinach do szkoły. Mama, która jest już po 80 nie musi się nim zajmować, kilka razy w tygodniu. Żona pracuje na zmiany i dopasowuje swój czas pracy tak, żebym mógł chodzić do pracy i szkoły. Wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Swojego życia już bym nie chciał zmieniać, może jestem innym człowiekiem niż moi znajomi, ale już się do tego przyzwyczaiłem. Moim największym bogactwem jest otaczające mnie dobro skierowane w moją stronę i mojego syna od osób mi życzliwych. Posiadam również marzenia jak każdy człowiek, jednym z takich marzeń jest to, aby mój syn zaczął mówić, wiem, że jest to możliwe i mam tą nadzieję, że jeszcze mnie zagada. Podsumowując dotychczasowe życie syna, mogę tylko w jego imieniu podziękować wszystkim, którzy w ciągu jego całego życia byli obok niego, wszystkim, którzy ciężko pracowali i przyczynili się do sukcesu, jaki osiągnął na dzień dzisiejszy. Chciałbym również przeprosić wszystkie osoby pokrzywdzone przez niego, te obecne i te przyszłe. Człowiek jest na tyle szczęśliwy, na ile chce sam być. Ja uważam się za szczęśliwego człowieka. 

Jesteś na profilu Tomasz Dominiak - stronie mieszkańca miasta Zielona Góra. Materiały tutaj publikowane nie są poddawane procesowi moderacji. Naszemiasto.pl nie jest autorem wpisów i nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanej informacji. W przypadku nadużyć prosimy o zgłoszenie strony mieszkańca do weryfikacji tutaj

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.