Janusz Jasiński, właściciel Zastalu: - Bardzo szkoda tego przestoju, bo zaczęliśmy łapać formę

Szymon Kozica
Szymon Kozica
Enea Zastal BC Zielona Góra - Anwil Włocławek
Enea Zastal BC Zielona Góra - Anwil Włocławek Szymon Kozica
Udostępnij:
Przygotowujemy się na 12 stycznia i mecz ze Szczecinem, a 13 lecimy już do Krasnojarska. Wszystkie plany są aktualne, w lutym jedziemy na Puchar Polski, będziemy chcieli zwyciężyć, obronić trofeum - zapowiada Janusz Jasiński, właściciel Enei Zastalu BC Zielona Góra. Pytamy też o zdrowie koszykarzy, którzy mieli pozytywny wynik testu na koronawirusa.

Zastal ma przymusową przerwę w rozgrywkach Polskiej Ligi Koszykówki i ligi VTB. Spowodowane jest to koronawirusem w zespole. W poniedziałek (3 stycznia), dzień po meczu z Anwilem Włocławek w hali CRS w Zielonej Górze, wszyscy zawodnicy naszej ekipy przeszli testy na obecność koronawirusa. W czterech przypadkach wynik był pozytywny.

Rozmowa z Januszem Jasińskim, właścicielem Enei Zastalu BC Zielona Góra

Jak się czują chłopaki?
Generalnie wszyscy czują się dobrze, nie ma żadnych problemów. Wszyscy są zaszczepieni, więc to bardziej jest temat lekkiej niedyspozycyjności, bliżej grypy niż jakiejś poważnej choroby. I druga kwestia - są nawet tacy, którzy kompletnie nie rozumieją, dlaczego mają wynik pozytywny. Ale muszą przebywać na kwarantannie, bo takie są przepisy. Natomiast nie dzieje się nic złego. Generalnie można powiedzieć, że nie widać żadnych zagrożeń.

Jak ta sytuacja wpłynęła na pozostałych zawodników, na sztab szkoleniowy?

Na pewno jest to duża dezorganizacja, bo jak się robi trening w szóstkę, to jest to bardzo trudne. Wiadomo, nie ma normalnych treningów, tylko praca nad pewnymi elementami. Osoby, które są na kwarantannie, mają prowadzone zdalne treningi. Jakoś sobie radzimy. Nie jest to pierwszy przypadek, bo w tamtym sezonie, w listopadzie, mieliśmy już taką sytuację. Następny mecz gramy 12 stycznia ze Szczecinem. Przedtem będziemy chcieli jeszcze sprawdzić, jak wygląda sytuacja, no i myślimy o następnych meczach.

Wiadomo, że martwi się pan o kondycję chłopaków. Ale boi się pan? Jest pan przerażony?
Nie, nie. Z punktu widzenia choroby nie jest to problem, dlatego że zawodnicy to trochę żołnierze. Ja zawsze mówię, że lekarzowi sportowemu bliżej do lekarza wojskowego niż cywilnego. On musi podchodzić na zasadzie, oczywiście, dbania o zdrowie, ale też ze świadomością, że oni jednak mają jakieś zadanie do wykonania i to są twardzi ludzie, bo sport hartuje ich w parametrach i siły, i odporności. W związku z tym nie ma tutaj żadnych zagrożeń, to - wydaje mi się - bardziej psychicznie wpływa. I też, oczywiście, oni się boją trochę o swoje rodziny, czterech zawodników ma małe dzieci, poza tym żona Dragana Apicia jest w wysokiej ciąży, chyba już za miesiąc ma poród, więc będziemy mieli następnego zielonogórzanina.

Zastalowca!

Dokładnie. Dwa lata temu - pamiętamy - w Zielonej Górze urodził się synek Tony’emu Meierowi i już na zawsze będzie miał to wpisane w paszporcie czy jakimś dowodzie amerykańskim. Ale wracając do tematu - rozmawiamy, kontaktujemy się. Oni na kwarantannie po dwóch dniach dostaną... No, tego... (śmiech). Jak ktoś prowadzi bardzo aktywny tryb życia, to będzie problem. Dlatego fizjoterapeuta dba o nich i wymyśla im jakieś ćwiczenia.

Obejrzyj wideo: Superpuchar: Enea Zastal BC Zielona Góra - Arged BM Stal Ostrów Wlkp. 84:69

Jaki będzie scenariusz na najbliższe dni, tygodnie? Gdy rozmawialiśmy ostatnio, stwierdził pan, że nie powinno się z byle powodu przekładać meczów, bo później trudno znaleźć terminy na nadrobienie zaległości. W obliczu koronawirusa odwołanie spotkania to jednak konieczność.
Tak. Dwa mecze już nam wypadły: z Czarnymi i Kalevem [pierwszy był zaplanowany na środę, 5 stycznia, drugi na sobotę, 8 stycznia - red.]. Myślę, że znajdziemy jakieś dwa terminy. Natomiast przygotowujemy się na 12 stycznia, bo to jest następna data, a 13 lecimy już do Krasnojarska. To długa podróż, przedtem będą, oczywiście, robione badania, bo taki jest wymóg.

Nie załamują pana te wszystkie przeciwności losu? Koronawirus, trudności ze znalezieniem zawodnika w miejsce Brandena Fraziera... I to jeszcze w sytuacji, kiedy zespół wskoczył na niezły poziom, na wyższe obroty. Szkoda troszkę takiego przestoju.
Myślę, że bardzo szkoda, bo zaczęliśmy łapać formę. Sport jest specyficzny i niekoniecznie to rozumiemy. Chociażby teraz patrzyłem na Kamila Stocha - nagle przestał skakać. Tak to jest... Forma nam się układała, dobre mecze, bo i z Legią Warszawa dosyć fajny, następny ze Śląskiem, bardzo trudny, wygrany na wyjeździe. Z Anwilem w niepełnym składzie... Może jednak element wirusa też wpłynął na ten mecz, bo niektórzy zawodnicy byli trochę słabsi. Inni, na szczęście, wzięli na siebie rolę liderów. Andy Mazurczak bardzo dobrze się zaprezentował, ale także doszedł i cały czas idzie w górę Przemek Żołnierewicz, odzyskuje pewność siebie. To są te plusy, trochę problemów - przez to drużyna się cementuje. Patrząc zawsze pozytywnie w przyszłość - to, co nas nie zabije, to nas wzmocni. Myślę, że jednak kształtuje się nam drużyna. Oczywiście, ona wymaga wzmocnień, to wszyscy wiemy. Natomiast też trzeba powiedzieć jasno, że my nie chcemy wzmocnień dla samego faktu, tylko chcemy takiego wzmocnienia, żeby te puzzle pasowały do siebie, żeby tę układankę robić według jakiejś koncepcji, żeby nagle nie było tu jakiejś rewolucji. I co też jest ważne, co mnie najbardziej cieszy, to jest dobra atmosfera wokół drużyny - i wewnątrz, i na zewnątrz, mamy duże wsparcie od kibiców, może nawet te trudniejsze momenty dają pewną solidarność. Fajna atmosfera i fajna frekwencja były także na ostatnim meczu. Trochę żałujemy, że teraz nie możemy grać, bo sądzimy, że też byłaby dobra frekwencja. Ale trudno, wszystkiego się nie da. Teraz, w okresie zimowym i wiosennym, czeka nas dużo meczów w Zielonej Górze, dlatego że w pierwszej rundzie graliśmy tylko pięć razy u siebie, a dziesięć na wyjeździe. W lidze VTB mieliśmy cztery u siebie do sześciu na wyjeździe, więc teraz będzie siedem do pięciu. Generalnie wiosna jest w domu.

Wiosna nasza?
Tak, i domowa. Meczów będzie bardzo dużo, kalendarz jest napięty, ale więcej spotkań u siebie, a to też służy drużynie, bo każdy zespół w domu czuje się najlepiej. No i jest mniej podróży, a one jednak męczą - może nawet bardziej niż inne elementy, dlatego że to są duzi ludzie. My, jadąc sześć godzin autobusem, mamy problem, a teraz wyobraźmy sobie, że mamy po dwa metry wzrostu...

W takim razie trzymamy się hasła „Co nas nie zabije, to nas wzmocni” i życzymy sobie zdrowia.

Tak, i wiosna nasza. Wszystkie plany są aktualne, w lutym jedziemy na Puchar Polski, będziemy chcieli zwyciężyć, obronić trofeum. Wiadomo, nie jesteśmy faworytem. Taka jest prawda, przez ograniczenia budżetowe... Nie mogę nie wspomnieć, przez dwuletni brak wspomagania z miasta Zielona Góra, jako jedyna drużyna nie mamy takiego wsparcia. Ale dajemy radę, nie narzekamy.

Czasami trzeba iść pod prąd, czasami na przekór, ale robić swoje.
Dokładnie. Żeby zwyciężyć, to i tak zawsze trzeba iść pod prąd.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie