Relacja świadka makabrycznego wypadku pod Zieloną Górą. "Hamowanie, skręt w bok i głośny huk. Wyjmowaliśmy kierowcę autobusu"

Aleksandra Pazda
Aleksandra Pazda

Wideo

- Kierowca autobusu nagle zjechał w bok, a później nastąpił huk. Gdyby nie jego reakcja, mogłoby się skończyć jeszcze gorzej. Było dużo rannych, układali się na trawie - wspomina pasażer, który brał udział w tragicznym wypadku na drodze krajowej nr 32 na wylocie z Zielonej Góry w stronę Leśniowa Wielkiego.

Z redakcją skontaktował się Czytelnik (imię i nazwisko do wiadomości redakcji), który uczestniczył w tragicznym wypadku pod Zieloną Górą. Przypomnijmy, że w poniedziałek, 13 września na drodze krajowej nr 32 doszło tam do zderzenia busa transportu medycznego z autobusem PKS. W wyniku zdarzenia 41 osób trafiło do szpitali, a jedna osoba poniosła śmierć na miejscu.

Śmierć na miejscu poniósł młody, 21-letni kierowca, który był piłkarzem LZS Czarni Przybymierz. Klub na swojej stronie pożegnał zawodnika:

Pasażer autobusu postanowił podzielić się z nami wspomnieniami z wypadku i odnieść się do jego zdaniem nieprawdziwych informacji na temat kierowcy. Mężczyzna rzucił też nowe światło na całokształt sytuacji. Przypomnijmy jednak, że okoliczności zdarzenia będzie wyjaśniać prokuratura.

Więcej przeczytacie w naszych artykułach:

"Hamowanie, skręt w bok i ogromny huk"

Mężczyzna siedział mniej więcej pośrodku autobusu i jak wspomina - jazda była spokojna.

- Autobus był zatłoczony. W pewnym momencie nastąpiło gwałtowne hamowanie, czuć było, że kierowca zjechał na prawą stronę i nastąpił huk. Zrobiło się duże zamieszanie, komuś udało się odblokować drzwi, ludzie zaczęli wychodzić i układać się na trawie. Kierowcy, którzy byli blisko zdarzenia podbiegli do pasażerów z apteczkami i zaczęli udzielać pierwszej pomocy przedmedycznej. Większość pasażerów to byli nastolatkowie - oni byli w ciężkim szoku - opowiada nam Czytelnik.

Co się działo dalej? Naszemu rozmówcy udało się wyjść z autobusu, dzięki czemu mógł zobaczyć, co się stało.

- Już kilku mężczyzn próbowało wydostać kierowcę autobusu, który był zakleszczony między siedzeniem a deską rozdzielczą. Nieopodal leżała dziewczyna, która wypadła przez szybę pojazdu. Nią też się już ktoś zajmował. Pomogłem wydostać kierowcę, następnie ułożyliśmy go na ziemi. To nie tak, że on wypadł przez okno, jak wspominały niektóre media - prostuje Czytelnik.

WIDEO: ZIELONA GÓRA. Zderzenie autobusu PKS Zielona Góra i busa transportu medycznego. Jedna osoba nie żyje, ponad 50 jest rannych

"Szarżował, jechał niebezpiecznie"

Po dotarciu na miejsce służby ratunkowe zaczęły udzielać pomocy najciężej poszkodowanym. Ludzie, którzy byli w miarę dobrym stanie, mogli spokojnie czekać. Nasz Czytelnik na szczęście nie ucierpiał mocno w tym wypadku.

- Właśnie wtedy zaczęła się rozmowa z ludźmi, którzy byli obok, w tym m.in. z kierowcą, który podejrzewam, że właśnie dostarczył nagranie policji. On stwierdził, że kierowca busa ni z tego, ni z owego zjechał na lewy pas. Osoby mi znajome rozmawiały z kierowcami, którzy stali w korku. Oni również twierdzili, że ten młody człowiek szarżował na drodze i jechał bardzo niebezpiecznie - mówi rozmówca.

Kilka osób podeszło jeszcze do doszczętnie zniszczonego busa i próbowało pomóc kierowcy, jednak po sprawdzeniu tętna i stwierdzenia braku oznak życia zajęli się innymi kierowcami. - Był tak zakleszczony, że nic nie dało się zrobić. Nie dało się go wyciągnąć - wspomina Czytelnik.

Z autobusu wydobywał się płyn

Mężczyzna, z którym rozmawiamy bardzo rzadko podróżuje autobusami. To jego pierwszy wypadek tej rangi, jeśli chodzi o transport publiczny:

- To był dla mnie ogromny szok. Nie wiedziałem, jak się za to wszystko zabrać. Po tym, jak pomogłem kierowcy autobusu, zadzwoniłem do rodziny i powiadomiłem ją o wypadku. W tym czasie inni dzwonili po służby. Dopiero zaczęła schodzić ze mnie adrenalina.

Według niego kierowca autobusu był przytomny, gdy wyciągano go z pojazdu. To on uspokoił pasażerów, gdy z autobusu wydobywał się płyn, który dymił. - Przestraszyliśmy się, że zaraz dojdzie do jeszcze większej tragedii, ale kierowca nas uspokoił, że to tylko płyn chłodniczy.

Na miejsce jako pierwsza dojechała straż pożarna. - W takiej sytuacji czas inaczej płynie. 10 minut wydaje się wiecznością. Nie jestem w stanie potwierdzić, ile to trwało - wspomina mężczyzna.

Czytelnik, jak tłumaczy, zgłosił się do nas przede wszystkim po to, by wyjaśnić dwie kwestie - że kierowca autobusu nie wypadł przez okno, a został wyniesiony z pojazdu przez pasażerów oraz że kierowca busa na drodze zachowywał się nieodpowiedzialnie.

- Wiem, że zginął młody człowiek i to wielka tragedia, ale z drugiej strony należy mieć tą świadomość, że nie zachowywał się on na tej drodze bezpiecznie. Moja opinia jest taka, że gdyby kierowca autobusu nie zahamował i nie zjechał na bok, doszłoby do jeszcze większej tragedii - podsumowuje.

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie