MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

W lubuskich derbach piłkarze Lechii Zielona Góra wysoko pokonali Wartę Gorzów

Cezary Konarski, Jacek Katos
Piłkarze Lechii Zielona Góra pokonali Wartę Gorzów 4:1.
Piłkarze Lechii Zielona Góra pokonali Wartę Gorzów 4:1. Jacek Katos
Piłkarskie lubuskie derby w trzeciej lidze dla Lechii Zielona Góra. Gospodarze mecz z Wartą Gorzów mogli „ustawić” sobie już w pierwszej połowie, ale według starej piłkarskiej prawdy ich niewykorzystane sytuacje spożytkowali rywale i to oni objęli prowadzenie. Dlatego też, wedle oczekiwań, derby okraszone zostały należytą dramaturgią.

Lechia Gran-Bud Zielona Góra – Warta Gorzów 4:1 (0:0)

Bramki: Kobusiński (72, 80, 82), Konieczny (75) – Szałas (49).
Lechia: Fabisiak – Ostrowski, Żukowski Ż, Łokietek, Górski (87 min Staśkiewicz), Małecki (90 min Maćkowiak), Kaczmarczyk (87 min Stachurski), Wieczorek (60 min Konieczny), Babij, Król, Kobusiński (87 min Athenstadt).
Warta: Kosiorek – Stawikowski, Gołdyn, Szałas, Endene Ze Ż (60 min D. Zakrzewski), Posmyk, Kasprzak, Bławejski (77 min Ł. Zakrzewski), Śledziki, Siwiński, Mikołajczak (77 min Ufir).

„Kobus” już w pierwszej połowie mógł coś strzelić

W zasadzie już w piątej minucie Szymon Kobusiński mógł zdobyć pierwszą bramkę dla Lechii, a niedługo później dwóch jego kolegów było blisko sukcesu. Zielonogórzanie „siedzieli” na połowie rywala, ale niewiele z tego wynikało, nawet po 100-procentowej sytuacji Szymona Kobusińskiego w 17. min wynik nie zmienił się. Później „Kobus” okazał się bohaterem gospodarzy, jednak w pierwszej połowie meczu mógł jeszcze ze dwa razy pokonać bramkarza Warty. Dodać też należy, że w 25. min po uderzeniu Sebastiana Żukowskiego piłka trafiła w poprzeczkę gorzowskiej bramki.

Miejscowi przeważali, ale musimy też odnotować sytuację z 35. min po drugiej stronie boiska. Gorzowianie dość niespodziewanie dostali się na pole karne Lechii. Mariusz Kaczmarczyk zdecydował się na wybicie piłki, by nie zagroziła bramce miejscowych. Jednak zrobił to tak, że powstało zagrożenie najwyższego stopnia. Piłka uderzyła w poprzeczkę, było naprawdę bardzo blisko efektownego samobója.

Po przerwie do ataku ruszyła Warta

Uczciwie należy przyznać, że bezbramkowy remis do przerwy zdecydowanie bardziej musiał cieszyć gorzowian. Początek drugiej połowy pokazał jednak, że Warta nie zamierza się tym wynikiem delektować. Już w pierwszych akcjach gości było widać dużo więcej zdecydowanej gry w ofensywie. Efekt? 0:1 w 49. min po strzale kapitana Warty Damiana Szałasa.

- Gospodarze po straconej bramce mieli trochę zwieszone głowy, dlatego liczyłem, że pójdziemy za ciosem i będzie nam łatwiej. Wynik meczu wskazuje jednak na to, ze miejscowi podnieśli się, dlatego szacunek dla nich – mówił Damian Szałas. Ciekawe jednak, jak potoczyłby się mecz, gdyby w 65. min Paweł Posmyk w bardzo dobrej sytuacji – po strzale głową – podwyższył na 2:0.

Tymczasem wynik 0:1 utrzymał się jeszcze tylko przez kolejne siedem minut, bo gospodarze wykorzystali zamieszanie pod bramką Warty i Szymon Kobusiński, niczym król pola karnego, uderzył w ten sposób, by piłka, trafiając na przeszkody i tak znalazła się w bramce. Trochę przypadku było również w 75. min, gdy bramkę na 2:1 zdobył Bartosz Konieczny. - Powiem szczerze, że przy pierwszej straconej bramce chyba za bardzo chcieliśmy w tym polu karnym – mówił Damian Szałas. - Dwóch naszych obrońców nagle wyskakuje do uderzającego, bramkarz też mocno skrócił. Rykoszet, lob, bramka kuriozum… Ta sytuacja na pewno nas podcięła.

- Najbardziej nas bolą dwie pierwsze bramki dla gospodarzy, bo prowadząc 1:0, zamiast to spokojnie kontrolować, szkoda, że się „podpaliliśmy” – dodał Mariusz Misiura, trener Warty. - Nasza drużyna wyszła za wysoko i zielonogórzanie nas ukarali.

Trener Lechii: Futbol obronił się

Gorzowianie mocno pogubili się i w krótkim czasie oddali inicjatywę miejscowym. A ci mieli w składzie człowieka, który najwyraźniej w derbach chciał sobie urządzić ostre strzelanie. Szymon Kobusiński zdobył dwie kolejne bramki, mógł jeszcze ustrzelić coś więcej, ale w 85. min nie wykorzystał rzutu karnego. - Szkoda, że nie trafił w tej najłatwiejszej sytuacji, ale i tak jest w bardzo dobrej dyspozycji, choć, szczerze mówiąc, już w pierwszej połowie miał kilka fajnych sytuacji – powiedział Andrzej Sawicki, trener Lechii. - Cieszymy się, bo wygraliśmy zasłużenie, byliśmy zdecydowanie lepsi. Oczywiście stracona bramka lekko nas przygasiła, ale jak poczuliśmy krew przy stanie 1:1, to wszyscy widzieli, że futbol się obronił, bo wygrał zespół lepszy. Przy 0:1 niestety trochę stanęliśmy, może w naszych głowach siedziało to, że mieliśmy sporo sytuacji, że jesteśmy lepsi, a przegrywamy. Na szczęście wyrównująca bramka dodała nam wiatru.

- Ciężko mi jest powiedzieć cokolwiek rozsądnego wobec tego, co wydarzyło się w tak krótkim czasie – komentował Damian Szałas. - Bramka stracona na 1:1, za chwilę na 1:2. Nie zdążyliśmy się otrząsnąć, a padła kolejna. Ciężko nam było zareagować na to, bo błąd gonił błąd, a przecież chcieliśmy wrócić do meczu. To boli, tym bardziej, że był to pojedynek derbowy. Otworzyliśmy sobie wynik, wydawało się, że wracamy do meczu po kontroli gospodarzy. Zaczęło nam się dobrze grać… Mam nadzieję, że przez tydzień uda nam się odbudować na nowo, na kolejny mecz.

Trener Warty: Nie ma co rozpaczać nad rozlanym mlekiem

Trener Warty Mariusz Misiura tak podsumował mecz: - Wygrał zespół lepszy. Mimo, że na początku zielonogórzanie mieli przewagę optyczną, to nie dopuszczaliśmy do sytuacji bramkowych. Szkoda straconych goli, chciałbym je zobaczyć jeszcze raz na powtórkach, bo uważam, że zbyt łatwo je straciliśmy. Byliśmy przygotowani na to, jak Lechia otwiera i buduje grę. Momentami fajnie to wyglądało, jak zbieraliśmy piłki na 30-tym metrze. Jednak dwie sytuacje wykorzystane przez gospodarzy, później ich szybki atak i w efekcie zasłużone zwycięstwo. Wracamy smutni do domu, przykro nam, że nie mogliśmy zdobyć dla naszych kibiców chociaż punktu na tym trudnym terenie. Trzeba wziąć się w garść, za tydzień mamy kolejny mecz, znów są trzy punkty do zdobycia. Nie ma co rozpaczać nad rozlanym mlekiem.

OBEJRZYJ: Tak Lechia Zielona Góra sięgnęła po regionalny Puchar Polski

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

echodnia.eu Pożegnanie Pawła Paczkowskiego z Industrii Kielce

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na zielonagora.naszemiasto.pl Nasze Miasto