Zamek rządzi, czyli każdy z nas może pomóc podopiecznym Centrum Leczenia Dzieci i Młodzieży w Zaborze

Leszek Kalinowski
Leszek Kalinowski

Wideo

Minęły zaledwie trzy miesiące od wydania książki Marcina Łokciewicza pt. „Zamek rządzi” , a narobiła tyle zamieszania, że nikt by się tego nie spodziewał. Pozytywnego zamieszania dla psychiatrii dzieci i młodzieży. Otwarcia na problem i chęci pomocy. Choć przez przekazanie pluszaka. Właśnie nadarza się ku temu okazja…

Marcin Łokciewicz od 1998 roku pracuje w Centrum Leczenia Dzieci i Młodzieży w Zaborze koło Zielonej Góry. Jest nauczycielem-wychowawcą w najstarszej grupie na oddziale dziecięcym, ale jako arteterapeuta ma też kontakt z pacjentami ze wszystkich oddziałów. Organizuje cotygodniowe spotkania kulturalno-rozrywkowe dla całej społeczności, zwane przez wszystkich apelami.
- Zależało mi, żebyśmy poważnie zaczęli rozmawiać o psychiatrii dzieci i młodzieży. Bo miałem wrażenie, że to jest taki kamień przerzucany z rąk do rąk. Wszyscy mówią, że jest źle, że to katastrofa, ale kto potrafi zobaczyć, jak to naprawdę wygląda, wejść w strukturę takie szpitala jak nasz? – mówi zielonogórzanin. – Nie spodziewałem się aż takiego odzewu, zainteresowania. Jestem zapraszany na konferencje, spotkania w całej Polsce. I rozmawiamy. Bo psychiatria to rozmowa, budowanie relacji…

Osadzeni w areszcie zebrali tysiąc złotych dla dzieci w Zaborze

Został zaproszony między inny do Olsztyna, na kongres naukowy, dotyczący profilaktyki samobójstw dzieci i młodzieży. Uczestniczyło w nim ponad 200 osób, obrady relacjonowały trzy telewizje...
- Obecni byli przedstawiciele oddziałów psychiatrycznych z całej Polski. Opowiadali o coraz większej liczbie młodych pacjentów, którzy muszą leżeć na korytarzach – mówi Marcin Łokciewicz. – A ja opowiadałem, jak u nas, w największym szpitalu psychiatrycznym dla dzieci i młodzieży w Polsce i jednym samodzielnym, podopieczni właśnie o tej porze korzystają z suchej sauny, są w basenie z hydromasażem albo grają w bilard… Co nie znaczy, że problemu przepełnienia nie ma. Potrzeby wszędzie są bardzo duże.
Do autora książki „Zamek rządzi” piszą lekarze, terapeuci, rodzice, podopieczni. Jedni podkreślają, jak bardzo się wzruszyli podczas lektury i jak otworzyła im ona oczy na problemy młodych ludzi. Inni zauważali, że książka może być przykładem dla innych szpitali, jak można działać w kierunku wczesnej rehabilitacji psychiatrycznej dzieci i młodzieży .
Lektura w wielu osobach wywołała chęć zrobienia czegoś dobrego dla innych. Przykład?
Książka trafiła do aresztu śledczego w Międzyrzeczu,
- I wywołała tam w osadzonych wielkie poruszenie. Zrobili zrzutkę między sobą. Zebrali tysiąc złotych. I poprosili, żeby za te pieniądze kupić dzieciom kosmetyki. Ale nie tam jakieś byle jakie. Konkretnie wskazali, co to ma być. Musiałyby markowe, sprawdzone, bezpieczne, by np. nie wywoływały alergii – opowiada Marcin Łokciewicz. – Prezenty przywiozła do nas pani psycholog z aresztu. Przekazała też list. Osadzeni pisali, jak dużą motywację do pracy nad sobą dały im wspomnienia dzieci i młodzieży, które znalazły się w książce. To było bardzo wzruszające…

Każdy z nas może pomóc dzieciom z Centrum Leczenia Dzieci i Młodzieży w Zaborze

Spotkanie autorski w Domu Kultury w Gorzowie Wielkopolskim zorganizowała Fundacja Dzisiaj Jutro Razem. Ona także chce pomagać dzieciom z problemami psychicznymi.
- Była też dziewczyna, która działa w organizacji „Nastoletni Azyl” . Przed spotkaniem zdążyła zrobić zbiórkę gier, puzzli i innych rzeczy, by przekazać je podopiecznym w Zaborze – wspomina nauczyciel. – To uskrzydla, pokazuje, że warto głośno mówić o problemach… Od Małgorzaty Olejarz z Uniwersytetu Zielonogórskiego dostałem informację, że cytuje moją książkę podczas zajęć ze studentami. Piszą rodzice, nauczyciele, jak wiele im ona dała. Warto ją było napisać…
Marcin Łokciewicz wie, że można liczyć na wsparcie innych. Dlatego teraz ogłosił też zbiórkę słodyczy, pluszaków, by móc obdarowywać nimi podopiecznych.
- Wiele osób trafia do nas, bo sobie nie radzi w tym wyścigu szczurów. Uważają one, że są beznadziejne, że nic nie potrafią. U nas nabierają pewności siebie, czują się potrzebne, docenione – mówi arteterapeuta. – Każdy przecież jest w czymś dobry. Organizujemy mnóstwo konkursów, wydarzeń artystycznych. I przyjęliśmy taką zasadę, że jeśli np. na konkurs plastyczny czy sportowy zgłosi się 50 dzieciaków, to wszyscy dostają nagrody. Stąd nasze magazyny szybko się opróżniają. Choć myślałem, że zapasów wystarczy nam na lata.
Dlatego – nie tylko z okazji Światowego Dnia Zdrowia Psychicznego (10 października) - jeśli możemy podarować słodkości, pluszaki lub inne gadżety, przynieśmy je do siedziby stowarzyszenia „Warto jest pomagać” w Zielonej Górze przy ul. Wazów 3 (Park Tysiąclecia) w godzinach 11.00 – 19.00. Akcja potrwa do 15 października.

Kolejka karetek pod Centrum Leczenia Dzieci i Młodzieży

Wiele osób zadaje teraz Marcinowi Łokciewiczowi, kiedy będzie druga część książki. Autor na razie nie potrafi odpowiedzieć, czy będzie. Jak mówi, nie jest pisarzem, ale pedagogiem, terapeutą i to jest jego główna rola. Pracy jest dużo, bo coraz więcej dzieci potrzebuje pomocy. A jak przewiduje Światowa Organizacja Zdrowia do 2030 roku to właśnie depresja i problemy psychiczne staną się głównymi schorzeniami ludzi.
- Już dziś na miejsce czeka się trzy, cztery miesiące. Terminy się przesuwają, bo cały czas karetki dowożą nam niedoszłych samobójców z całej Polski. Musimy ich przyjąć interwencyjnie – mówi Marcin Łokciewicz. – Zdarzają się kolejki pod szpitalem. Niedawno tak właśnie było jednego dnia przyjechało sześć karetek ze Szczecina, Wrocławia, Krakowa i innych miejscowości. Młodymi ludźmi, którzy targnęli się na życie, trzeba się zająć długotrwale, podejść do nich globalnie. Żeby wreszcie uwierzyli w siebie. By dostrzegli, że życie jest przed nimi i że jest piękne, i nie można z niego rezygnować…

Rodzicu, zareaguj i poproś o pomoc specjalistę. Pomóż swojemu dziecku

Książkę „Zamek rządzi” stała już hitem nie tylko w środowisku osób, zajmujących się pomocą innym, Publikacja jest darmowa dla szkół, bibliotek, instytucji, psychologów, pedagogów. Inni mogą ją kupić np. na Allegro. Całkowity dochód zostaje przeznaczony na dodruk tej ciekawej pozycji. Pamiątki dla setek wychowanków, poradnika dla młodzieży, rodziców, pedagogów… Przepustki do szpitala psychiatrycznego.
Skąd się wziął pomysł na jej napisanie? Marcin Łokciewicz od lat pisał m.in. na Facebooku. Denerwowały go łatki typu wariat, czubek, żółte papiery. Chciał, by ludzie zaczęli traktować tak samo osobę cierpiąca na nowotwór, ze złamaną nogą i mającą depresję. Każda z nich jest po prostu chora i wymaga leczenia.
– Te twoje uwagi są takie mądre, życiowe, powinny znaleźć się w jednym miejscu, pod ręką. W książce – mówili bliscy i dalsi znajomi . – Przecież tymi opowieściami możesz pomóc dużo większej liczbie osób.
Duży wpływ na podjęcie decyzji o napisaniu książki miał też medialny przekaz o polskiej psychiatrii. Ona ukazywana jest w negatywnym kontekście, w stereotypowy sposób. Pobyt w szpitalu psychiatrycznym pokazywany jest jako zło.
- Kiedy dzieje się z dzieckiem coś nie tak, rodzice robią wszystko, by nie trafiło ono do naszej placówki. Bo wstyd. Bo operują stereotypami. Bo pacjenci są stygmatyzowania – mówi Marcin Łokciewicz. – Zamiast pomóc dziecku, lepiej udawać, ze problemu nie ma. A ono i tak, po trzech, czterech miesiącach, po nieudanej próbie samobójczej, trafia do nas.

Podopieczna Centrum Leczenia Dzieci i Młodzieży: - Jestem dziś innym człowiekiem

Dlatego dzieli się w książce swoimi doświadczeniami. Zwraca uwagę na kondycję psychiczną dzieci i młodzieży.
- Panie Marcinie, gdybym wcześniej przeczytał pana książkę, nie miałbym takich oporów przed przyjazdem do Zaboru. Bardzo się denerwowałem, że muszę tam jechać. Miałem wiele obaw, co mnie tam czeka – napisał jeden z byłych już podopiecznych. – A Zabór to były wakacje, kolonia, podczas której wróciły siły i chęć do życia. Wspaniałe dni, które pozwoliły wyzdrowieć i czuć się bardzo dobrze.
Na okładce książki „Zamek rządzi” jest zachodzące słońce i postać do niego zwrócona.
- To jedna z prac podopiecznego, którą wykonał na cotygodniowy konkurs plastyczny. Przyjechał do nas po próbie samobójczej – mówi autor książki. – Był zamknięty w sobie, ale z czasem powoli zaczął się otwierać. Osiągał sukcesy sportowe, występował w filmie, na apelu. Zyskał wielu kolegów i koleżanek. Poczuł się kimś wartościowym, ważnym.
Jedna z podopiecznych nie chciała chodzić do szkoły, wybierała park zamiast lekcji. Nie wierzyła w swoje możliwości.
Po wyjeździe z Zaboru minęło pół roku, kiedy napisała do Marcina Łokciewicza list.
- Panie Marcinie, jestem dziś innym człowiekiem. Po przyjeździe do domu zapisałam się w domu kultury na zajęcia teatralne. Bo poczułam w Zaborze, że to jest to, co chciałabym robić. Ostatnio byliśmy na przeglądzie i wygraliśmy. Jestem całkowicie pochłonięta nową pasją. Chodzę do szkoły. Zmieniłam towarzystwo. Jest super!
- I właśnie o to chodzi – podkreśla nauczyciel.
Najgorsze co może być to nuda. W Zaborze nie ma na nią miejsca. Jak mówi autor książki, zorganizował prawie 800 imprez artystycznych. By każdy mógł poczuć się ważnym…

Zamek rządzi i Wirtualne pozdrowienia od znanych osób

Jednym z jego działań, które także znalazły się w książce były „Wirtualne pozdrowienia”, gdzie pacjentów Centrum Leczenia Dzieci i Młodzieży w Zaborze pozdrawia kilkudziesięciu znanych Polaków. Aktorzy, sportowcy, piosenkarze… Po to by poczuli, że nie są sami, że mają wsparcie, że są potrzebni.
- Byłem sam zaskoczony, jak chętnie odpowiedzieli na propozycję znani ze szklanego ekranu artyści czy sportowcy – przyznaje Marcin Łokciewicz. Oczywiście, zaczęło się od znajomych ze studiów w Zielonej Górze m.in. Adama Nowaka z zespołem Raz Dwa Trzy, która to grupa powstała właśnie w Winnym Grodzie czy kabaretów. A potem już poleciały pozdrowienia innych znanych postaci, 10, 20… 50! Trudno zliczyć…
- Rafał Darżynkiewicz przesłał nam pozdrowienia, podczas finału Mistrzostw Świata w Koszykówce w Pekinie, który komentował dla telewizji. Co to było za przeżycie! Raper Piekielny podczas koncertu w Głogowie opowiedział o naszym Centrum Leczenia i cała sala pozdrawiała naszych podopiecznych. Publiczność krzyczała: Zabór, Zabór! To dla naszych dzieci i młodzieży były wielkie słowa – podkreśla Marcin Łokciewicz. – W takich momentach zdają sobie sprawę, że nie są napiętnowane, nie są wyrzutkami społecznymi, ale ktoś o nich pamięta, pozdrawia ich, jest z nimi!
I nigdy już nie zapomną słów i uśmiechu Patrycji Markowskiej, Pawła Małaszyńskiego, Kuby Błaszczykowskiego i wielu innych znanych osób. I będą się czuć jak zwycięzcy. Bo pokonali siebie. Bo mają moc!
Zobacz też Wirtualne pozdrowienia:
Wirtualne pozdrowienia znanych osób dla podopiecznych z Zaboru

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie