Zielona Góra: Ależ ci sąsiedzi o mnie dbają. Dziękuję im za pomoc! - mówi Barbara Dzięcielewska

Leszek Kalinowski

Wideo

- Mieszkam sama, jestem najstarsza w klatce schodowej. Mam jednak wspaniałych sąsiadów. To młodzi ludzie, którzy pomagają im nie tylko z zakupami – mówi Barbara Dzięgielewska. – Chciałbym im wszystkim bardzo gorąco podziękować i powiedzieć, jak dużo to dla mnie znaczy.

Pani Basia całe życie pomagała innym, choć los jej nie rozpieszczał, Zawsze jednak wołała dzielić się z innymi niż brać. Są jednak sytuacje, kiedy ciężko poradzić sobie z różnymi problemami. A czasy dziś wiadomo jakie, zwłaszcza seniorom jest trudno.
Teraz w dobie koronawirusa wszyscy pytają, czy nie trzeba zrobić zakupów.
- A jak sama idę z torbą czy wózkiem, to od razu wychodzą, żeby pomóc mi zanieść na górę – opowiada Barbara Dzięcielewska.
Zielonogórzanka chciałaby wszystkich mocno wyściskać, podziękować, ale wiadomo – trzeba dziś zachować dystans.

Barbara Dzięcielewska: Jestem rozpieszczana przez sąsiadów. Bardzo im wszystkim dziękuję

Jest wdzięczna Pawłowi, który zawsze rozwiązuje je problemy z Internetem.
- On mi wszystko cierpliwie tłumaczy, a ja zapisuję i pytam, pytam, pytam… - śmieje się pani Basia i dziękuje sąsiadowi za zrozumienie i cierpliwość.
Z kolei sąsiadowi z góry – Fryderykowi – jest bardzo wdzięczna za wymalowanie przedpokoju.
- Mariusz, kolejny sąsiad, ma wykształcenie medyczne, mierzy mi ciśnienie, sprawdza, jak się czuję – mówi zielonogórzanka.
Pani Basia nie może zapomnieć o podziękowaniach dla Jagody. Bo to ona zawsze puka z pysznymi pierogami, ciastami. Place lizać!
- Jaka ja jestem rozpieszczana przez moich sąsiadów. Czuję się jak księżniczka. Bardzo, bardzo im za to dziękuję – podkreśla Barbara Dzięgielewska.

Barbara Dzięcielewska: Muszę słyszeć szelest stron "Gazety Lubuskiej"

Kim jest pani Basia? Wierną Czytelniczką „Gazety Lubuskiej”. Nie wyobraża sobie dnia bez przeczytania wiadomości. I to nie w internecie,
- Ja muszę mieć wydanie papierowe. Słyszeć szelest przewracanych stron. To zupełnie inna lektura niż na ekranie komputera – zauważa zielonogórzanka i dodaje, że najbardziej lubi czytać artykuły o ludziach. O ich pasjach, ich losach. A przecież każdy przeżył coś ciekawego w życiu. Warto się tymi wydarzeniami podzielić z innymi. By dać radość, inspirację, czasem pocieszenie.
Zawsze jest pełna optymizmu. Potrafi cieszyć się promykami słońca. Płatkami róży. I przekazywać tę pozytywną energię pędzlem lub słowem. Bo malowanie i pisanie to jej dwie wielkie pasje.
Nie zawsze było różowo. Ba, niektórzy twierdzą, że gdyby spotkało ich to, co Barbarę Dziecielewską, dawno by się poddali. Trzy choroby nowotworowe, 10 operacji to zbyt dużo jak na jedną osobę. A do tego inne życiowe problemy, które przecież nie omijają każdego.

Powojenne lata spędziła beztrosko

Jak nam kiedyś opowiadała, do Zielonej Góry przyjechała w 1945 roku z Dawidowa koło Lwowa. I choć jej rodzina żyła wspomnieniami z rodzinnych stron, ona wolała być tu i teraz. To Winny Gród miał się stać jej miejscem na ziemi. Owszem, przed oczami pojawiały się sceny chowania w schronie, długiej podróży bydlęcymi wagonami, śmierci tych, którzy nie przetrwali... Trudno o nich zapomnieć i dziś.
Powojenne lata w Zielonej Górze spędzała beztrosko. Martwiło ją jedynie to, że tato bywa wzywany o drugiej w nocy. Że biorą go do piwnicy przy ul. Sikorskiego. Na przesłuchania. Dopiero później zrozumiała, co to znaczy mieć ojca, który był w Armii Krajowej.
- W domu obowiązywał wojskowy dryl. Do szkoły, do klas I-III, chodziłam na placu Słowiańskim - wspomina Barbara Dzięcielewska. - Potem tato stwierdził, że tam śmierdzi, są szczury i mnie przenosi do szkoły TPD na Wazów.

Barbara Dzięcięlewska - wspomnienie dzieciństwa

Do pedagogów mówiło się „obywatelu nauczycielu”. Już wtedy rodzice, uczniowie mogli oceniać pracę szkolnej kadry.
- Ja nie bardzo się odzywałam. Byłam zbyt nieśmiała, by krytykować nauczycieli - przyznaje zielonogórzanka.

Barbara DzięcielewskaI podkreśla, że miała swoich Aniołów Stróżów. Jednym z nich była późniejsza prezydent miasta - Antonina Grzegorzewska.
- Ja mała, ona - wysoka. Opiekowała się mną. A ja czułam się przy niej bezpiecznie - podkreśla. - Drugą moja opoką była Jadzia Fedorowicz.

Ale musiała sobie radzić w różnych sytuacjach i odkrywać, że i ona coś potrafi.
- W klasie była koleżanka uzdolniona plastycznie. Robiła takie papierowe lalki, którym zakładano sukienki, bluzki, buty, torebki - opowiada. - Bardzo wszystkim się to podobało. Do tej koleżanki ustawiała się długa kolejka. Kiedy doszło do mnie, stwierdziła, że nie zrobi mi lalki. Bo już jest zmęczona. Wtedy postanowiłam sama sobie taką zrobić. Okazało się, że nie jestem gorsza od tej zdolnej koleżanki.
Rodzice pani Barbary mieszkali przy ul. Sowińskiego (wejście od Drzewnej) w trzypiętrowym domu. Dziadkowe na parterze... Obok była weterynaria. I piękne bzy, akacje... Na pobliskim stawku pływało się w balii do prania.
Mama - krawcowa - była zawsze w domu. Tato - elektromonter - pracował w zakładzie przy ul. Kupieckiej. Dopiero gdy poszedł na emeryturę, mama poszła do pracy.

Zobacz też studentów Zielonogórskiego Uniwersytetu Trzeciego Wieku, z którym Barbara Dzięcielewska także się zwiazała:

Akt na egzaminie, a potem - wychowanie

Pani Barbara chodziła na zajęcia plastyczne. Marzyła, by po maturze dostać się na studia do Wrocławia.
- Pojechałam tam w mundurku. Na uczelni zobaczyłam młodych ludzi oryginalnie ubranych, takie kolorowe kwiaty - wspomina. - Na środku sali siedziała naga, gruba kobieta. Trzeba było namalować akt. Poległam na tym zadaniu. Próbowałam, ale nie wyszło...
Tymczasem w Zielonej Górze uruchamiano Studium Nauczycielskie. Pomyślała, że to może być dobry pomysł, by w przyszłości uczyć rysunku, prac ręcznych. Oczami wyobraźni widziała już siebie w studium na zajęciach z rzeźby, malarstwa.
Tu także obowiązywał egzamin. Jeden z nich, pisemny, dotyczył wychowania. Jakież było jej zdziwienie, gdy usłyszała, że najlepszą pracę napisała Barbara Dubielówna (tak się nazywała).
- Przecież byli inni po liceum pedagogicznym. A co ja mogłam wiedzieć o wychowaniu? - pyta dziś sama siebie.
Lubiła tańczyć. Ale w domu musiała być o 20.00. Ojciec zastrzegł: Jak się spóźnisz trzy minuty, nie masz po co wracać. Z pomocą przyszła mama i podsunęła pomysł, by córka zabrała tatę na szkolne potańcówki. Nauczycielki były zachwycone. Ojciec mógł się wykazać swoim tanecznym talentem. A córka do woli wirowała na parkiecie...

Pracowała w wielu miejscach w Zielonej Górze

Pani Barbara przyznaje, że przykładną żoną nie była. Bo nie potrafiła gotować. Przez pięć lat mieszkała w Gnieźnie, potem wróciła do Zielonej Góry. Pracowała w wielu miejscach. Starała się znaleźć czas dla córki. Zatrudnienie znajdowała w okręgowej komisji arbitrażowej, potem w urzędzie skarbowym, Orbisie, zakładzie remontowo-budowlanym, w banku... Jak podkreśla, bardzo pomagała jej mama, która później zginęła na przejściu dla pieszych na Bohaterów Westerplatte.
- Przejechała ją karetka pogotowia - wspomina z żalem.

Małuje, pisze i ciągle pomaga jak może

Córka była już na studiach, kiedy pani Barbara na plenerze we Włocławku poznała swoją drugą miłość. Co dziwne, córka też zakochała się w Kujawianinie.
Na jakiś czas wyjechała do Włocławka, by znów powrócić do Zielonej Góry. Pewnego dnia wyczuła guzek w piersi została Amazonką. Potem były kolejne straszne diagnozy i wiele operacji, ale nie dała się nowotworom i innym chorobom.
Zakochała się też w Zielonogórskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku. Tam nie tylko realizowała swoje malarskie pasje, ale i uczestniczyła w różnych zajęciach. Jej pasją była też działka, pisanie wierszy no i oczywiście opieka nad wnukiem.
Razem z córką zaangażowała się w pomoc podopiecznym fundacji Ewy Minge.
ZOBACZ TEŻ

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie