ZIELONA GÓRA. Chciałem poznać komunę, czyli zielonogórzanin w Wietnamie [ZDJĘCIA]

Redakcja
Podróż Mariusza Malinowskiego z Zielonej Góry do Wietnamu - 2019 rok
Podróż Mariusza Malinowskiego z Zielonej Góry do Wietnamu - 2019 rok Archiwum Mariusz Malinowski
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Pasją zielonogórzanina Mariusza Malinowskiego są podróże. Te dalekie i bliskie. Starym ogórkiem objechał świat, mieszkał w USA, teraz bliżej poznał Wietnam i wrócił do Zielonej Góry. Bo wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Co nie znaczy, że już nie szykuje się do kolejnych wypraw.

Niedawno Mariusz Malinowski, przełożył na język angielski i wydał swoją książkę o podróży dookoła świata. W ten sposób autor spełnił kolejne wielkie marzenie, a także pokazał niedowiarkom, że „chcieć, to móc”. Dzięki publikacji zagraniczni czytelnicy zdobyli nie tylko informacje o podróżach, ale także dowiedzieli się wiele o Zielonej Górze.

„Z indexem w podróży – Przekraczając granice” to trzecia książka z serii opowiadającej o wyprawach młodych zielonogórzan. Wcześniej były: „Spełnione marzenia” oraz „Początek przygody”. Sam projekt swój początek miał na Uniwersytecie Zielonogórskim, gdzie większość z uczestników wypraw studiowała. Zwieńczeniem wieloletniej przyjaźni była jednak wyprawa dookoła świata (w latach 2015-2016). Właśnie ta podróż została opisana pt. „Przekraczając granice”, a w angielskim przekładzie jako „Crossing boudniers”.

Po zakończeniu projektu „Z indexem w podróży” Mariusz Malinowski przeprowadził się do Denver w Stanach Zjednoczonych, gdzie rozwijał swoje podróżnicze zainteresowania. Nagrywał vlogi na kanale MM w podróży, w których opisuje ciekawostki związane z życiem codziennym za oceanem. W wolnym czasie organizował również spotkania i prezentacje dla Polonii, a także społeczności amerykańskiej.

Zderzenie kultur

Ostatnio postanowił wrócić do Wietnamu i trochę w nim pomieszkać, by bliżej poznać ten kraj.

- Postanowiłem przeprowadzić się z kapitalistycznych Stanów do komunistycznego Wietnamu. Bardzo mnie intrygowało, jak wypadnie te zderzenie kultur – opowiada Mariusz Malinowski. – Wiele dowiedziałem się już wcześniej od zielonogórzanina Bartka, który w Wietnamie mieszka od 1,5 roku. Opowiadał mi o tym kraju w Zielonej Górze, ale i potem, gdy już znalazłem się w Sajgonie, często spotykaliśmy się na kawie.

Sajgon od 1976 roku nazywa się już Ho Chi Minh. Miasto otrzymało nową nazwę po upadku Wietnamu Południowego w 1975 roku, na cześć lidera północnowietnamskich komunistów Hồ Chí Minha.

- To najbardziej szalone miasto, jakie do tej pory odwiedziłem – zauważa zielonogórzanin. – W mieście dwa razy większym powierzchniowo od Zielonej Góry mieszka prawie 11 milionów ludzi. A po ulicach jeździ 9 mln skuterów. Wszędzie panuje brud, bałagan, nerwowość, a mimo to Wietnamczycy jakoś się w tym dobrze odnajdują.

Jedzenie jest tanie i przepyszne

M. Malinowski był już w Wietnamie, ale Sajgon to zupełnie coś innego niż reszta kraju. Zaskoczeń było wiele…Nigdy nie miał problemów z nawiązywaniem znajomości. Rozmowy były długie i szczere. Tymczasem od Wietnamczyków nie mógł się wiele dowiedzieć na temat ich kraju.

- W ich towarzystwie nie porusza się drażliwych tematów. O swoim kraju wypowiadają się tylko dobrze – mówi zielonogórzanin. – Ogólnie są dość gościnni, choć nie jest to taka gościnność jak nasza, staropolska. Raczej nastawieni są biznesowo. Zdają sobie sprawę, że turyści to pieniądze. Polaków jednak dużo tam nie ma. Rocznie odwiedza ten kraj około 20 tysięcy naszych rodaków.

A wydawałoby się, że to może być dla nas atrakcyjny kierunek. Bilet lotniczy można kupić za 1,5 – 2 tys. zł.

- Jedzenie jest tanie i przepyszne. Najczęściej w ulicznych knajpach. Dwa posiłki to wydatek 10 zł . Wszystko jest świeże, dobrze doprawione – dzieli się wrażeniami M. Malinowski. – I choć niektórym może się wydawać, że jedzenie na ulicy jest niehigieniczne, to jednak ja nie miałem żadnych niestrawności czy innych problemów gastrycznych.

Owszem, trzeba się nieco przestawić i przestać się martwić włosem w zupie czy mrówkami w apartamencie.

- Mnie się takie trafiły. Ale to jest Azja – dodaje zielonogórzanin i wylicza, że porządny nocleg można sobie załatwić już w cenie od 20 do 100 zł. Ale nawet czterogwiazdkowy hotel może nas czymś zaskoczyć, więc niespodzianki trzeba traktować z przymrużeniem oka.

Zakupy na targach

Zakupy można robić w małych marketach czy na licznych targach, gdzie królują pyszne, zawsze świeże owoce i warzywa.
Transport też nie jest drogi.

- Najczęściej używałem aplikacji Grab – to coś takiego jak w Zielonej Górze Bolt. Za 4 zł można praktycznie jeździć wszędzie, gdzie się chce. Jeszcze taniej możemy się poruszać po mieście za pomocą taksówek – skuterów. Przez aplikację zamawia się kierowcę, który zawiezie nas we wskazane miejsce. A z miasta do miasta najlepiej przemieszczać się autobusami z łóżkami. Nieważne, czy jedziemy pięć czy 24 godziny, cała podróż możemy odbyć na leżąco. Dalsze odległości, bo przecież kraj długi, najwygodniej pokonywać samolotami.

W Sajgonie na ulicach panował istny sajgon. Nieład, co chwilę słychać klaksony. Wydawało się, że nie da się przejść przez ulicę na drugą stronę. Zwłaszcza że nikt się nie przejmuje zebrami, sygnalizacją świetlną.

- Na początku szukałem jakiegoś lokajsa, który chciał przejść przez ulicę i podążałem zaraz za nim – opowiada zielonogórzanin.

Miasto żyło i w dzień, i w nocy. Nowy Jork przy Sajgonie to cicha, spokojne miejscowość. Tu na każdym kroku czuło się pośpiech, zdenerwowanie.

Z jednej strony zachwycały nowoczesne drapacze, z drugiej stojące stare budy z wizerunkiem Hồ Chí Minha. Wszędzie komunistyczne plakaty z robotnikami. Ale także informatykami czy programistami, pokazujące, że nowe technologie w Wietnamie nie są obce.

Łapówki i... Oktober

- Na południu czuć komunizm w lżejszym wydaniu (widać tu wpływy francuskie, amerykańskie) , na północy ustrój jest bardziej widoczny w wielu dziedzinach życia – dodaje M. Malinowski. – Poza tym patrzysz na nowoczesny wieżowiec, który jest własnością kapitalisty, a ziemia pod nim należy do państwa.

Inną komunistyczną oznaką są tam łapówki. Wiele osób z Polski czy Ameryki, które były wcześniej w Wietnamie, mówiło mi, że jak będę chciał coś załatwić, muszę liczyć się z wręczeniem łapówki. Np. na granicy będę długo stał, by otrzymać wizę. Ale ja nie chciałem tego robić, choć widziałem, że niektórzy tego oczekują…

Wietnamczycy chcieliby być bardziej europejscy. Przejmują różne święta np. Oktober, ale nie bardzo wiedzą, o co w nim chodzi i jak je zorganizować. Próbują nosić europejskie ubrania, ale wielu z nich ma ciuchy zakrywające całe ciało. Przed słońcem? Czy zanieczyszczeniami?

- Kiedy w Zielonej Górze mamy 30 jednostek zanieczyszczeń, tam – 150 jednostek – mówi podróżnik. – Bardzo popularne są tam piżamy. Z napisami znanych marek. W piżamach Wietnamczycy chodzą do restauracji, sklepu, sprzedają towary na targowisku…

Mariusz Malinowski wrócił do Zielonej Góry i tu chciałby stworzyć swoją bazę podróżniczą.

Bo wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. A zwłaszcza na święta. Trudno sobie wyobrazić, że można je gdzieś lepiej spędzić.

Chcesz poznać więcej opowieści o podróżach po świecie Mariusza Malinowskiego z Zielonej Góry, zajrzyj na jego kanał: https://www.youtube.com/channel/UC_B4nDcfHTC6Z5533gYK1UA?view_as=subscriber

POLECAMY TEŻ

ZOBACZ TEŻ
[g]14094667[/g][g]
TE BUDOWLE BUDZĄ REFLEKSJE

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie