Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Ale piękna historia! Lechia Zielona Góra ograła Jagiellonię Białystok!

Paweł Górski, zdjęcia Mariusz Kapała
Piłkarze III-ligowej Lechii Zielona Góra wygrali w 1/16 finału Pucharu Polski z ekstraklasową Jagiellonią Białystok.
Piłkarze III-ligowej Lechii Zielona Góra wygrali w 1/16 finału Pucharu Polski z ekstraklasową Jagiellonią Białystok. Mariusz Kapała
Niesamowita historia wydarzyła się w środę 12 października na stadionie przy ul. Sulechowskiej w Zielonej Górze! Lechia Zielona Góra bez skrupułów pokonała w Fortuna Pucharze Polski przedstawiciela PKO Ekstraklasy Jagiellonię Białystok i zagra w 1/8 finału rozgrywek!

To był mecz z gatunku pojedynków Dawida z Goliatem. Ekstraklasowa Jagiellonia Białystok przyjechała do III-ligowej Lechii Zielona Góra. Zgodnie z przewidywaniami, zainteresowanie kibiców było ogromne, a trybuny błyskawicznie zapełniły się w ramach maksymalnej dozwolonej liczby (999 osób).

Jeśli mecz oglądał ktoś, kto nie wiedział, w jakich ligach grają poszczególne zespoły, to mógł dojść do wniosku, że to Lechia jest tą wyżej notowaną drużyną. Zielonogórzanie bowiem kapitalnie weszli w mecz, nie okazując żadnego strachu przed wielką Jagiellonią. Zespół z Białegostoku został od razu zepchnięty do defensywy przez dobrze ustawionych gospodarzy. Niesieni gromkim dopingiem kibiców piłkarze trenera Andrzeja Sawickiego przełożyli swoją przewagę na wynik już w dziewiątej minucie spotkania. Wówczas kapitalnie na prawym skrzydle uwolnił się Sebastian Górski i dośrodkował wprost do Przemysława Mycana. Etatowy snajper Lechii nie wahał się długo i ku zaskoczeniu gości pokonał Sławomira Abramowicza.

Otwierająca bramka wprowadziła fantastyczną atmosferę na zielonogórskim stadionie, jednak gościom szybko nadarzyła się okazja, aby ją zepsuć. W 17 minucie arbiter wskazał na wapno, po tym jak w polu karnym faulował Mycan. Martin Pospisil, który wykonywał rzut karny, nie zdołał jednak wykorzystać tego prezentu i trafił zaledwie w słupek.

Zielonogórzanie nie wystraszyli się okazji na wyrównanie jaką mieli rywale i dalej to oni narzucali tempo gry. W 33 minucie na prawej flance kapitalnie minął obrońcę Mateusz Zientarski i wystawił piłkę idealnie wychodzącemu na pozycję Przemysławowi Mycanowi, który ponownie wprawił publiczność w zachwyt, podwyższając na 2:0.

Białostocczanie próbowali wrócić do gry i udało im się to jeszcze przed przerwą. Co prawda w 44 minucie Fedor Cernych nie wykorzystał kapitalnej okazji, którą wypracował sobie po rozłożeniu obrony Lechii na łopatki, lecz już chwilę później Bartłomiej Wdowik z 17. metra kąśliwie uderzył w „okienko” i przy tej próbie Wojciech Fabisiak był bezradny.

Na półmetku spotkania Lechia wciąż prowadziła, ale już tylko 2:1. Taki wynik mógł zwiastować comeback drużyny gości. Nic bardziej mylnego – zapędy Jagiellonii błyskawicznie po rozpoczęciu drugiej odsłony ukrócił Rafał Ostrowski. Stoper zielonogórskiego zespołu po stałym fragmencie gry znalazł się we właściwym miejscu o właściwej porze i głową wykorzystał dogranie Mykyty Łobody. Ten cios sprawił, że podopieczni Andrzeja Sawickiego ze względnym spokojem kontrolowali dalszy przebieg spotkania. Jagiellonia z kolei nie miała za wiele atutów – większość prób gości bez problemu bronił Wojciech Fabisiak, a w pozostałych sytuacjach brakowało skuteczności. Przykładowo w okolicach 64 minuty Jesus Imaz dwukrotnie ostemplował słupek bramki Lechii.

Ostatecznie ekipa z Grodu Bachusa zasłużenie zwyciężyła z faworyzowaną Jagiellonią 3:1, a po końcowym gwizdku arbitra na trybunach wybuchła ogromna radość.

– Stworzyliśmy nową historię. Jestem osobiście bardzo szczęśliwy – nie ukrywał radości szkoleniowiec Lechii Zielona Góra, Andrzej Sawicki. – Pomysł na mecz był taki sam jak w lidze – chcieliśmy być odważni, grać wysoko, agresywnie. Natomiast z takim zespołem jak Jagiellonia nie możesz sobie pozwolić, bo dysproporcja indywidualna jest jednak duża. Są takie mecze, gdzie musisz bronić, cierpieć bez piłki. I właśnie pod tym kątem jestem najbardziej zadowolony, bo w ostatnim czasie nasz zespół naprawdę bardzo dobrze broni. Dziś nie było jednak obrony Częstochowy, zapracowaliśmy na to zwycięstwo i za to wielkie gratulacje dla drużyny.

– Gratuluję zespołowi gospodarzy, bo na pewno jest to rezultat, z którego zespół się cieszy, kiedy „kopciuszek” wygrywa z drużyną, która jest stawiana w roli faworyta – powiedział po meczu trener Jagiellonii Białystok, Maciej Stolarczyk. – Na pewno jesteśmy rozczarowani tym meczem, bo przewidywaliśmy inny scenariusz. Zagraliśmy słabe spotkanie, przeciwnik wykorzystał nasze słabości i strzelił trzy bramki. Ogrom pracy przed nami i na pewno ten mecz jest dla nas gorzką pigułką i lekcją pokory, którą dało nam życie.

– Trener mówił że mamy grać to nad czym pracujemy na zajęciach – powiedział jeden z bohaterów meczu Przemysław Mycan. – Nasze gole nie były przypadkowe, a strzelić trzy bramki zespołowi z ekstraklasy to jest coś. Walczyliśmy jak równy z równym. To jest tylko jeden mecz. Staraliśmy się grać wysoko, bo niejednokrotnie po strzeleniu gola dostawaliśmy nauczkę i nie potrafiliśmy dowieźć zwycięstwa. Tym razem tak nie było. Końcówka była ciężka, ale jak nie było sił, to nadganialiśmy ambicją. Ciężko na ten sukces pracowaliśmy, ale tu nie było przypadku. Owszem, mieliśmy trochę szczęścia ale zasłużyliśmy na sukces. Po to się trenuje, żeby zagrać fajny mecz i wyeliminować faworyta. Czuję się z tym znakomicie. To był chyba mój najlepszy mecz w Lechii.

od 12 lat
Wideo

Wspaniałe show Harlem Globetrotters w Tauron Arenie Kraków

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na zielonagora.naszemiasto.pl Nasze Miasto