Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Meteoryty "torpedują" nasz region. Spadną kolejne, to pewne, "atakują" nas regularnie

Michał Korn
Michał Korn
Po upadkach kosmicznych gości zostało wiele śladów. ZOBACZCIE ZDJĘCIA >>>
Po upadkach kosmicznych gości zostało wiele śladów. ZOBACZCIE ZDJĘCIA >>>Pixabay
Oczywiście, że nie żartujemy, choć nie mamy też na myśli przybyszów ukazanych choćby w kinowym hicie "Dzień Niepodległości" z 1996 roku. Kosmici, na temat których chcemy wam nieco opowiedzieć, są zdecydowanie twardsi i mogą siać dużo większe zniszczenie. Prawda jest taka, że kosmiczne skały zwane meteorytami uderzały w rejon gdzie mieszkamy nie raz. I na pewno jeszcze uderzą to tylko kwestia czasu. Ostatnio znów było bardzo blisko...

Historia naszej planety pokazuje, że wielokrotnie dochodziło do sytuacji, kiedy w Ziemię uderzały obiekty takie jak komety, meteoryty, planetoidy - przykładem w mniejszej skali jest województwo lubuskie, a w globalnej Syberia... I nic nie stoi na przeszkodzie, aby historia się powtórzyła. Niewiele osób wie, że gdyby meteoryt, który spadł na Syberię (działo się to w 1908 roku), uderzył w miasto, zmiótłby je z powierzchni Ziemi. Jeśli spojrzeć na to wszystko z perspektywy istnienia Ziemi, to można pokusić się o stwierdzenie, że kończy się okres bezkolizyjny takich obiektów, jak asteroidy czy komety z naszą planetą. Brzmi strasznie i nieprawdopodobnie? Przecież to nic nadzwyczajnego. Więcej o tym piszemy tutaj:

Wyjaśnijmy, o co tak naprawdę chodzi?

Meteoroid może wypaść ze swojej orbity, np. po zderzeniu z innym obiektem w przestrzeni kosmicznej, a następnie wpada w atmosferę ziemską z prędkością zbliżoną nawet do 20 km/s. Następnie opór spowodowany powietrzem wyhamowuje go, ale jego ogromna prędkość powoduje, że ulega spaleniu.
Zdecydowana większość tego typu ciał spala się w naszej atmosferze. Są jednak pewne wyjątki. Otóż duże fragmenty skalne mogą w jakiejś części przetrwać przelot przez atmosferę ziemską i wtedy skałę uderzoną w naszą planetę nazywamy meteorytem. Meteoryty zatem to skalne okruchy materii międzyplanetarnej, którym udało się przedrzeć przez gęste warstwy atmosfery Ziemi i dotrzeć do jej powierzchni.

Kosmiczni goście w Lubuskiem - to fakt!

Wedle tego co już wiemy, najstarszy odnotowany upadek meteorytu nie tylko w Lubuskiem, ale w ogóle w Polsce miał miejsce miał miejsce w okolicach Przewozu. Z relacji kronikarzy wynikało, że spadł on dokładnie w 1636 roku. Badacz meteorytów Jerzy Pokrzywnicki odszukał w źródłach pisanych po niemiecku i łacinie doniesienie, które jednoznacznie opisuje spadek meteorytu.

Czytaj także:

Meteoryt spadł w gminie Przewóz

Kronikarze odnotowali, że zdarzenie miało miejsce o 6 rano przy ładnej pogodzie we wsi Dubrow na Łużycach, a meteoryt spadł na pole kolonisty Mateusza Schebacka (Matthaei Schebacki Coloni). Stało się to 6 marca 1636 roku (czwartek).

Wszystkie relacje pochodzą z drugiej ręki, ale pomimo niejednoznaczności w nazewnictwie i trudności w interpretacji źródłowych zapisów, dociekliwy Jerzy Pokrzywnicki po żmudnym śledztwie doszedł do wniosku, że wymieniona wieś Dubrow to prawdopodobnie dzisiejsza Dąbrowa Łużycka w gminie Przewóz.

Rozmiar niewielki, waga ogromna!

Odłamki spadły z wielkim hukiem. Meteoryt miał oryginalny kształt czary lub misy, opaloną powłokę, był kruchy, z licznymi gruzełkami czy też wrostkami metalu. Ważył wg zapisów dwa talenty. Jeśli były to talenty duże, to było to ponad 120 kg, jeśli małe – tylko 52 kg. Prawdopodobnie był to meteoryt kamienny, chondryt. Los kamienia nie jest znany, ale wiadome jest, że tak duże okazy meteorytów nie spadają pojedynczo. Co więcej, meteoryt Dubrow w zbiorach i katalogach meteorytów nie figurował. Nie został on opisany również w nowszej literaturze. Co zatem wydarzyło się po jego spadku? Być może, podobnie jak szereg innych zaginionych okazów, został on rozbity i rozebrany przez miejscową ludność w charakterze przynoszących szczęście talizmanów? To możliwe. I świadczą o tym zaciekłe choć bezskutecznego poszukiwania tego konkretnego "modelu".

Jak opisywał Pokrzywnicki w 1964 roku, w poszukiwaniu śladów naszego zaginionego okazu natrafił w 1955 roku w Muzeum w Jaworze. - Kształt okazu bryłowaty, skład jak się zdaje metaliczny. Uderzył mnie fakt, że waga jego 239 funtów, czyli około 120 kg, zdawała się zgadzać z wagą meteorytu Dubrow (Żagań), jeśli przyjmiemy oczywiście, że waga jego określona została w dużych talentach - relacjonował.

Ze wzmiankowanego okazu wziąłem małe próbki, które z wielkim trudem udało mi się odłupać. Przywiozłem również do Warszawy odcinek jakiegoś dużego żółtego wrostka pochodzący z tego okazu. Po zbadaniu w Zakładzie Geochemii Uniwersytetu Warszawskiego okazało się, że wrostek zawiera miedź, zaś wstępna analiza spektrograficzna jakościowa odłupanej próbki wykazała zbyt mały jak na meteoryt procent niklu. Te prowizoryczne dane nie rozstrzygnęły pochodzenia bryły, jednak jej kształt i skład wykazują, że nie ma ona nic wspólnego z meteorytem Dubrow (Żagań).

Rolnik z Przełazów meteoryt sprzedał na złom

W 1847 r. rolnik z Przełazów (wówczas niemieckie Seeläsgen) pogłębiający rów na swojej łące na głębokości około czterech metrów znalazł olbrzymią, ważącą ponad sto kilogramów bryłę żelaza. Nieświadomy wartości znaleziska sprzedał je kowalowi z Sulechowa, który handlował złomem.

Bryła żelaza została sprzedana kowalowi w Sulechowie, gdzie w 1847 roku natknął się na nią pewien mechanik. Kiedy okazało się, że odcięta próbka pochodzi z meteorytu, został on przewieziony do Wrocławia. Meteoryt Seeläsgen (przedwojenne nazwa Przełazów) ma – jak twierdzą fachowcy - typową budowę dla przedstawicieli grupy IA oktaedrytów.

Meteoryt z Przełazów pocięty na kawałki

Obecnie w Polsce meteoryt Przełazy znajduje się w zbiorach: Muzeum Mineralogiczne we Wrocławiu, Olsztyńskim Planetarium, Muzeum Ziemi PAN w Warszawie i Muzeum Geologicznego Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Dlaczego? Ponieważ został on pocięty na wiele kawałków, które trafiły do kilkudziesięciu kolekcji na całym świecie. W Polsce największe fragmenty (płytki) meteorytu Przełazy znajdują się w zbiorach Instytutu Geologii UAM w Poznaniu (580 g), w Muzeum Mineralogicznym Uniwersytety Wrocławskiego (278 g) i Muzeum Geologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie (239 g).

Fragment meteorytu żelaznego z Przełaz.
Fragment meteorytu żelaznego z Przełaz. Mariusz Kapała

Były kolejne?

Co więcej, są informacje, że współcześnie znaleziono jeszcze kilka nowych okazów meteorytów żelaznych w okolicach Przełazów. Jedną z osób, które znalazły tam meteoryty był pan Henryk Nowacki z Wrocławia.

- Podczas rozmowy i oglądania coraz to nowych, okazów okazało się, że dwie płytki pochodzą z okazu znalezionego 100 km od Moraska… w Przełazach! Nie da się ukryć, że wyglądają inaczej niż wszystkie inne rasowe „moraskity”, więc kupiłem mniejszą płytkę, aby się przekonać, co wyjdzie po wytrawieniu. Czy będzie to Morasko z Przełaz, czy może właśnie Przełazy? - komentuje Marcin Cimała, który miał kupić od pana Henryka te meteoryty.

Uderzył w Wilkanowie pod Zieloną Górą

To było przyjemne, pogodne popołudnie 22 marca 1841 roku (poniedziałek). Tego dnia w okolicy w Wilkanowa pod Zieloną Górą około godz. 15.30 pracujący w polu rolnicy usłyszeli trzy silne grzmoty podobne do wystrzałów armatnich. Burza? Na pewno nie, pogoda była ładna, a na niebie dostrzec można było jedynie pojedyncze białe obłoki. Bezpośrednio po tym dał się słyszeć głośny, narastający od zachodu gwizd i coś ciężkiego spadło w pobliżu. Kiedy zaciekawieni podeszli bliżej dostrzegli wbity w ziemię głaz, kamień, ale zdecydowanie różniący się od tych spotykanych na polu... Blisko 900-gramowe znalezisko zaintrygowało nie tylko ich. Co więcej, po czasie znaleziono drugi okaz.

22 marca 1841 nad Wilkanowem (koło Zielonej Góry), które wówczas składało się z dwóch jednostek administracyjnych: wsi Wilkanowo i kolonii Henrykowo, po niemiecku - Heinrichau, rozbił się meteor. Wchodząc w atmosferę, rozsypał się na części i w postaci deszczu meteorytów pojawił się nad kolonią. Od niej wziął nazwę - "Heinrichau" - pod którą jest znany wśród fachowców i badaczy tego zagadnienia. Otrzymał też inną, "Grunberg", od pobliskiego miasta.

Jakby Ziemia miała pęknąć - hałas było słychać w Żaganiu

Z relacji wynika, że dźwięki towarzyszące upadkowi meteorytu było słychać również w okolicznych miejscowościach, czyli Żaganiu, Sulechowie, Nowej Soli, a relacjonował to dobrze znany nam badacz Jerzy Pokrzywnicki.

Meteoryt Wilkanówko znajdujący się w zbiorach Muzeum Historii Naturalnej w Berlinie.
Meteoryt Wilkanówko znajdujący się w zbiorach Muzeum Historii Naturalnej w Berlinie. fot. Wadi & Woreczko Jan/http://wiki.meteoritica.pl/

Dziś już wiemy, że meteoryt ważył około 1 kg. I był prawdopodobnie fragmentem jakiejś większej masy, która rozpadła się w powietrzu. Został przepołowiony. Jedną połowę sprzedano, drugą otrzymał Wilhelm Foerster, dyrektor berlińskiego obserwatorium astronomicznego. Warto dodać, że na badaniu tego meteorytu zrobił karierę naukową. Później oddał go berlińskiemu muzeum. Pierwszą część cennego kosmicznego kamienia z lekkiego chondrytu pokrojono na kawałeczki. Dziś znajdują się one w muzeach m.in. w Londynie, Kalkucie, Watykanie, Chicago, Wiedniu. W Polsce kawałeczek wilkanowskiego meteorytu obejrzeć można w Muzeum Mineralogicznym Uniwersytetu Wrocławskiego.

Fragment meteorytu Wilkanówko znaleziony w Wilkanowie.
Fragment meteorytu Wilkanówko znaleziony w Wilkanowie. Fot. Mariusz Kapala / Gazeta Lubuska

Foerster, Zielona Góra i Wieża Braniborska

Warto wiedzieć, że astronom Foerster, badający drugą część kamienia, który spadł na wilkanowskie pola, był silnie związany z Zieloną Górą. Jego ojcem był zielonogórski właściciel fabryki sukna, kupiec i filantrop Fryderyk Foerster. W 1835 roku założył on Stowarzyszenie Miłośników Zielonej Góry, czyli wtedy jeszcze niemieckiego Gruenbergu. Zaczęło ono od porządkowania opuszczonych winnic okalających miasto. W ramach tych porządków na najwyższym punkcie topograficznym miasta wybudowano restaurację-winiarnię z wieżą widokową. To dzisiejsza Wieża Braniborska.

Po upadkach kosmicznych gości zostało wiele śladów. ZOBACZCIE ZDJĘCIA >>>

Meteoryty "torpedują" nasz region. Spadną kolejne, to pewne,...

Wieża Braniborska będzie rewitalizowana

Syn Fryderyka Foerstera, Wilhelm, zaproponował zrobienie na górze budowli tarasu i podarował teleskop. I tak na cześć upadku meteorytu powstało tam obserwatorium astronomiczne, które dziś jest pod opieką miasta, a wcześniej jak dobrze wiemy działał tam Wydział Astronomii Uniwersytetu Zielonogórskiego. W planach zagospodarowania Wieży Braniborskiej jest utworzenie centrum historii miasta, które będzie dostępne dla mieszkańców i turystów. Co więcej, miasto zamierza w 2024 roku przeznaczyć na modernizację wieży około 4,9 mln zł. Szacuje się, że koszt całej inwestycji to blisko 10 mln zł. Oprócz remontu samego budynku, który jest jedną z najcharakterystyczniejszych budowli w mieście, ma powstać plac zabaw oraz mała scena.

inspiracja: archiwalne teksty: Dariusza Chajewskiego, Grażyny Zwolińskiej, źródło: wiki.meteoritica.pl

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Strefa Biznesu: Ceny egzotycznych wycieczek mocno w dół?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na zielonagora.naszemiasto.pl Nasze Miasto