MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

22-latka spod Świebodzina wyjechała w Tatry na spotkanie z nieznajomym. Nigdy nie wróciła do domu. To wstrząsająca historia

OPRAC.:
Michał Korn
Michał Korn
Wideo
od 16 lat
22-latka spot Świebodzina spotkała w internecie Pawła. To miała być miłość na całe życie. Początek znajomości był niezwykły, zaczęły się już nawet rodzić wspólne plany na przyszłość. Pojechała w Tatry, żeby się z nim spotkać. Nie miała pojęcia, że Paweł nie był tym, za kogo się podawał. Był karany, miał coś na sumieniu...

Spis treści

Był 31 lipca 2003 roku, godzina 7.00. Kasia, 22-letnia dziewczyna z podświebodzińskiej wsi wychodzi w towarzystwie Pawła H. ze schroniska w Dolinie Chochołowskiej. Ruszają ku romantycznemu szałasowi położonym poza uczęszczanymi szlakami, na trasie wiodącej ku Dolinie Kościeliskiej. Tam kilka dni nocowali. To był deszczowy lipiec...

Kłamstwa już na początku

Mężczyzna od kilku dni przebywał w Zakopanem i opowiadał wszystkim, zwłaszcza kobietom, że jest doświadczonym przewodnikiem tatrzańskim. Innym razem był leśnym strażnikiem lub ratownikiem górskim. A tak naprawdę dorabiał w Zakopanem jako naganiacz, czyli proponował turystom pokoje. Tak właśnie poznał Katarzynę. Potem - jako wielki miłośnik i znawca gór - zaproponował jej wyjście na szlak.

Elokwentny, kulturalny zdobył zaufanie Kasi już na dworcu autobusowym. Obiecał romantyczne chwile w Dolinie Chochołowskiej, którą znał rzekomo jak własna kieszeń. Dziewczyna kupiła nawet świeczki...

Była zakochana w górach

22-latka, która właśnie dostała się na studia, nie wie, że 36-letni białostocczanin Paweł był kilkakrotnie karany, w tym również za gwałt ze szczególnym okrucieństwem. Dwa lata wcześniej opuścił zakład karny po odsiedzeniu sześciu lat właśnie za gwałt. Inne jego przestępstwa to kradzieże i rozboje. Po wyjściu z mamra ruszył w rejs po Polsce. A Kasia? Początkowo miała zamiar wyjechać z koleżanką nad morze. Niestety zmieniła plany. Tak kochała przecież góry. Na dodatek liczyła, że w Tatrach spotka "Dobrego ducha", którego poznała przez internet. To miał być mężczyzna jej życia. Okazała się nim mieszkanka Słupska, która na czacie podawała się za mężczyznę.

Było pisanie, nigdy rozmowy

Matka dziewczyny opowiadała dziennikarce „GL”, że Kasia wyruszyła w Polskę właśnie śladem "Dobrego ducha", tajemniczego znajomego, którego poznała przez internet, w kafejce w Świebodzinie. W mieście tym mieszkała i pracowała przez ostatni rok. Pisali do siebie SMS-y. Nigdy nie rozmawiali. Duch nie odbierał telefonów.

Bliskim powiedziała, że jedzie z koleżanką

"Nakreślę ci trasę podróży. Jedź gdzie Gwiazda Północy, gdzie Perła Południa". Taka była jedna z wiadomości - cytowała matka. - Z końcem lipca Kasia wsiadła w pociąg. Kierunek: najpierw Gdańsk, czyli gwiazda północy, potem Zakopane - perła południa. Powiedziała, że jedzie z przyjaciółką z Łagowca.

Wiem, że kiedy wyruszyła w trasę, dobry duch milczał. Zastanawiała się, jak sprowokować go do spotkania. Że chyba będzie musiała udawać zagubioną w mieście.

Wanda co dzień dostawała wiadomości od córki. Ale pewnego dnia kontakt się urwał. Kasia nie odbierała telefonu. Matka odkryła, że Gosia, która miała z nią jechać, jest w domu.

Fotograf znalazł jej ubrania

Dziewczyna była poszukiwana od 5 sierpnia, gdy spacerujący w Dolinie Chochołowskiej znany fotograf z Krakowa znalazł jej ubrania, rzeczy osobiste i dokumenty - paszport, dowód osobisty i zaświadczenie o przyjęciu na studia. Na trop leżącego w krzakach zawiniątka wpadł towarzyszący mężczyźnie pies, Brutus. W notesie był numer telefonu mamy Kasi. Rodzina niepokoiła się już wcześniej - dziewczyna nie odzywała się, wyłączyła komórkę, a wcześniej nigdy tego nie robiła.

- Kaśka pojechała podobno na spotkanie z dobrym duchem, mężczyzną swojego życia – mówiła matka dziewczyny. - Zaczęły się poszukiwania. Przyjaciółki miały numer do ducha. Ale jego telefon milczał. Napisały do niego: "Ty skur..., wiemy, że Kaśka jest z tobą, szuka jej cała Polska".

28 lipca kontakt się urwał

Ania Gordzelewska, która widziała Kasię w dniu jej wyjazdu, twierdziła, że dziewczyna nie wiedziała, kim jest znajomy z internetu - kobietą czy mężczyzną. Podejrzewała, że mieszka nad morzem.

- Miała dwa tygodnie wolnego i po prostu chciała odpocząć - mówi. - Jechała do starej znajomej, a przy okazji liczyła na spotkanie z duchem. Ostatniego SMS-a napisała do mnie z Krakowa, że dobry duch milczy, że przed nią jeszcze Tatry. Kontakt zerwał się 28 lipca.

Policjanci zaczęli zbierać szczegóły, a poszukiwaniami żyła cała Polska. Kasię widziano po raz ostatni właśnie 31 lipca. Ktoś spotkał ją jeszcze na szlaku w rejonie Doliny Chochołowskiej i Witowa - Roztoki.

Wychodziła z szałasu przy schronisku. Policjanci w poszukiwaniach użyli nawet kamery termowizyjnej. Bez skutku.

I niestety dość szybko ustalono tożsamość jej towarzysza. Chociażby dzięki wpisowi do książki meldunkowej schroniska. "Niestety", gdyż jego przeszłość nie zapowiadało szczęśliwego zakończenia poszukiwań. Na dodatek w znalezionym kalendarzu Lubuszanki, w którym zapisywała wydarzenia każdego dnia i swoje refleksje, zabrakło kilku ostatnich kartek. Tam musiały być szczegóły spotkania i znajomości z Pawłem... Czyli ten musiał mieć powód, aby te kartki wyrwać.

Wszyscy szukali Kasi

Ustalają: przyjechała 30 lipca. Na dworcu poznała uprzejmego Pawła H. Podawał się za przewodnika górskiego lub ratownika. Kłamał. Został zatrudniony przez właściciela pensjonatu na Gubałówce do werbowania turystów na noclegi. Gdy poznał dziewczynę, zniknął z dworca.

Do Zakopanego pojechała matka. Przez tydzień szuka śladów córki. Spaceruje doliną. - Ciągnie mnie tam matczyna intuicja - mówiła.

Jest kolejny ślad. Kasię widziano z mężczyzną w schronisku w Dolinie Chochołowskiej. Oboje wpisali się do księgi meldunkowej.

- Wzięli miejsce w 14-osobowym pokoju - informowała pracownica schroniska. - Nie widziałam tego gościa wcześniej. Chyba że mi się wśród ludzi przewinął. Jak się z gazet dowiedziałam, że ją zamordował, szok przeżyłam.

Ślad prowadzi dalej. Mężczyzna w obecności dziewczyny urządza awanturę przed jednym z szałasów w dolinie. Jeden z górali opowiada, że groził mu bronią. Potem para jest widziana na jednym ze szlaków. Na tym trop się urywa…

Wskazał miejsce ukrycia ciała

Policja podaje mediom rysopis mężczyzny...
Teraz wiadomo, kim był towarzysz Kasi. To 36-letni Paweł H. z Białegostoku, poszukiwany przez policję gwałciciel. Jako miejsce pobytu podejrzanego wytypowano Częstochowę, gdzie wśród tłumu pielgrzymujących młodych kobiet mógł szukać kolejnej ofiary. Tak jednak się nie stało. Wpadł w Koninie. Zatrzymano go dzięki mieszkańcowi tego miasta, który skojarzył jego twarz z portretem opublikowanym w internecie. Wracał właśnie z Lichenia. Przyznał się do winy i wskazał miejsce ukrycia ciała 22-latki.

Zakopał ją obok czarnego szlaku turystycznego prowadzącego z Doliny Chochołowskiej do Kościeliskiej. Miejsce starannie przysypał ściółką. Było nie do odkrycia.

Zabił Kasię w pasterskim szałasie

Zdradził także potworne szczegóły ostatnich chwil dziewczyny. Zabił Kasię w pasterskim szałasie. Już podczas "romantycznego" spaceru zaczął ją bić i siłą zaciągnął do szałasu. Tam skatował i brutalnie zgwałcił. Potem udusił... Zabrał plecak, śpiwór, telefon komórkowy i aparat fotograficzny. Podczas przesłuchania twierdził, że nie wie, dlaczego zabił i że "to był impuls". Później już upierał się, że jest niewinny, a przyznanie się do winy wymusili na nim policjanci.

Dostał najwyższą karę

W 2005 roku Białostocki sąd skazał Pawła na dożywocie za gwałt i zabójstwo. Do "pakietu" dodano inne przestępstwa na tle seksualnym popełnione w Białymstoku. Sposób jego działania był prosty. Najpierw "czaruś" zwabiał swoje, często małoletnie, ofiary do mieszkania. Upijał je, a potem gwałcił.

- Morderca zachował się jak wilk w owczej skórze, w sposób nadzwyczaj przebiegły wykorzystał zamiłowanie dziewczyny do gór, wzbudzając zaufanie nieprawdziwymi opowieściami o swoim życiu. Za nic miał życie młodej dziewczyny. Nic nie przemawia za tym, by wymierzyć mu łagodniejszą karę - mówił sędzia, ogłaszając wyrok.

Podkreślił, że to ohydny morderca, przed którym trzeba chronić społeczeństwo.

W kolejnych instancjach sędziowie najpierw uchylili wyrok ze względów proceduralnych (zabrakło podpisu jednego z sędziów), a później utrzymali dożywocie dla zabójcy. Sąd Apelacyjny zaostrzył nawet karę, orzekając, że o przedterminowe zwolnienie będzie mógł on ubiegać się po 30 latach więzienia, a nie jak wcześniej po 25.

Samego Pawła H. na ogłoszeniu wyroku nie było. Jak podał sąd, gdy przyjechał po niego sądowy konwój, odmówił w areszcie wyjścia z celi...

źródło: m.in. artykuł Renaty Wcisło w "GL"

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiał oryginalny: 22-latka spod Świebodzina wyjechała w Tatry na spotkanie z nieznajomym. Nigdy nie wróciła do domu. To wstrząsająca historia - Świebodzin Nasze Miasto

Wróć na zielonagora.naszemiasto.pl Nasze Miasto