Nasza Loteria NaM - pasek na kartach artykułów

Piętrowy budynek blisko Zielonej Góry, w którym przebywają kobiety z dziećmi przypomina osiedlowy blok

Justyna Piasecka
Justyna Piasecka
Dom Matki i Dziecka w Zakładzie Karnym w Krzywańcu został stworzony po to, by skazane na karę pozbawienia wolności kobiety mogły mieć przy sobie swoje dzieci.
Dom Matki i Dziecka w Zakładzie Karnym w Krzywańcu został stworzony po to, by skazane na karę pozbawienia wolności kobiety mogły mieć przy sobie swoje dzieci. Robert Woźniak
- Alanowi tłumaczę, że ma starszą siostrę, ale Zuzi jeszcze nie powiedziałam. Zaraz by mówiła, że zostawiłam ją dla niego. Zastanawiałaby się, czemu Alan może być ze mną, a ona nie. To bardzo trudna sytuacja - przyznaje jedna z kobiet. Byliśmy w Domu Matki i Dziecka w Zakładzie Karnym w Krzywańcu koło Zielonej Góry.

Marta odsiaduje karę 5 lat pozbawienia wolności. Sąd skazał ją za wyłudzenie pieniędzy. Razem z nią w więzieniu od ponad 3 lat siedzi Kinga, jej córka.

- Jest moim oczkiem w głowie

- mówi kobieta.

Dziewczynka ma starszych braci, ale ich nie poznała. Od urodzenia jej domem jest Dom Matki i Dziecka w Zakładzie Karnym w Krzywańcu.

Życia na wolności nie zaznał też 2,5-roczny Alan. Za to bardzo dobrze zna zasady panujące więzieniu. Jego mama odbywa tu karę 5 lat pozbawienia wolności. Jest tu, bo dokonała rozboju. Agnieszka bardzo dobrze zna to miejsce. Była tu już wcześniej z córką. Zuzia ma teraz 5 lat i czeka na mamę na wolności. Nie wie jednak, że ma młodszego brata.

- Zaraz by mówiła, że zostawiłam ją dla niego. Zastanawiałaby się, czemu Alan może być ze mną, a ona nie. To bardzo trudna sytuacja

- przyznaje Agnieszka.

Dom Matki i Dziecka w Zakładzie Karnym w Krzywańcu został stworzony właśnie po to, by skazane na karę pozbawienia wolności kobiety mogły mieć przy sobie swoje dzieci. Ale nie chodzi tu o dobro matki. Najważniejsze jest dziecko. Maluchy mogą przebywać tutaj tylko do 3. roku życia, w wyjątkowych przypadkach - do 4 urodzin.

Piętrowy budynek, w którym przebywają skazane z dziećmi przypomina osiedlowy blok mieszkalny. Służba więzienna nie chodzi tu w mundurach. Zamiast zimnych cel są kolorowe i przestronne pokoje. W każdym znajdują się dwa jednoosobowe łóżka i dwa małe łóżeczka, pojemne szafy na ubrania, półka z książkami, pudełka wypełnione zabawkami. Jest też świetlica. Miejsce do świętowania urodzin, chrzcin, Bożego Narodzenia. Na parterze bawialnia z dużym basenem z kulkami. Zdarza się, że nocą przychodzą tu mamy z zapłakanymi maluszkami na rękach, cierpiącymi z powodu ząbkowania.

Jest również drugi budynek. Na wejściu znajduje się szatnia, każdy maluch ma swoje miejsce na ubrania. Są też dwie sale. W jednej znajduje się przedszkole dla starszych dzieci, w drugiej - żłobek z wyodrębnionym pokoikiem z łóżeczkami. W nim maluchy leżakują. Sale są kolorowe, z małymi stolikami i krzesełkami oraz szafkami pełnymi zabawek - są lalki, książeczki, samochodziki.
Kilka razy w roku maluchy zabierane są na wycieczki, ostatnio miały okazję obejrzeć przedstawienie w teatrze.

Dzieci są zaopiekowane, a ich potrzeby zaspokojone i - co najważniejsze - mogą przytulić się do swoich mam. Ale to jednak więzienie. Miejsce, w którym być nie powinny.

Białe firanki i kolorowe zasłonki starają się ukryć więzienne kraty w oknach Domu Matki i Dziecka. Ale widoku wysokiego więziennego muru z drutem kolczastym, który widzą maluchy, bawiąc się na placu zabaw, drzewa już nie zakryją.

Jest też więzienny regulamin, do którego skazane - i siłą rzeczy też dzieci - muszą się stosować. Zdarza się, że maluchy upominają swoje mamy, przypominając im, że czegoś nie mogą robić... Do zwyczajnego życia jest daleko.

Marta - wyrok 5 lat

Marta wita mnie z uśmiechem. Towarzyszy jej mała ciekawska blondyneczka Kinga, która od razu idzie się bawić. Na twarzy kobiety widać upływ lat. Rozpromienia się, kiedy pytam o jej córkę.

- Jest moim oczkiem w głowie

- podkreśla.

Marta odsiaduje karę 5 lat pozbawienia wolności za wyłudzenia. Już będąc w ciąży trafiła najpierw do więzienia w Warszawie, po porodzie przebywała w Grudziądzu, a kiedy mała podrosła, przewieziono je do ZK w Krzywańcu.

Od początku była pewna, że chce wychować córkę.

- Nigdy nie myślałam, że Kinia będzie miała lepiej gdzie indziej, beze mnie

- mówi.

I dodaje: - Bycie z córką w trakcie odbywania kary było dla mnie bardzo ważne. Nie wyobrażam sobie, by mogło mnie przy niej zabraknąć, zwłaszcza że sytuacja z jej ojcem jest bardzo trudna, głównie z powodu nadużywania alkoholu. Kontakt z nim mam bardzo sporadyczny.

Marta ma jeszcze dwóch synów: 16-letniego Piotra i 10-letniego Michała, którzy nie mogą doczekać się, kiedy poznają młodszą siostrę.

- Jeszcze nie mieli okazji się z nią spotkać, bardzo chciałabym, by się już poznali. Wiem, że gdy opuścimy zakład, będą się o nią troszczyć

- mówi.

Marta otwarcie przyznaje, że jako matce zdarzało jej się popełniać błędy.

- Inaczej wychowywałam moich synów, a inaczej najmłodszą córkę. Może to dlatego, że ich wychowywałam na wolności, gdzie warunki życia są zupełnie inne. W zakładzie wiele codziennych domowych czynności nas omija, co daje mi więcej czasu na skupienie się na dziecku. Paradoksalnie, choć jesteśmy w zakładzie karnym, w pewnym sensie jest nam tu lżej

- przyznaje.

Marta może liczyć także na wsparcie kadry.

- Kiedykolwiek potrzebowałyśmy pomocy, kadra nigdy nam jej nie odmówiła. Bez względu na to, czy to kierownik, psycholog, czy wychowawca, to wiemy, że możemy na nich liczyć i o wszystkim w zaufaniu porozmawiać. Czujemy, że jesteśmy traktowane indywidualnie

- podkreśla.

Agnieszka - wyrok 5 lat

Agnieszka odbywa karę 5 lat pozbawienia wolności za rozbój. Jak mówi, najpierw odsiedziała 2 lata, po czym wróciła do zakładu karnego po dwuletniej przerwie, bo wyrok zwiększył się do 5 lat. W więziennym Domu Matki i Dziecka jest z synem. Kiedy rozmawiamy, 2,5-roczny Alan je obiad w przedszkolu. Chłopiec jest zaciekawiony obecnością naszego fotoreportera, domaga się, by robić mu zdjęcia.

- Wczoraj sam robił zdjęcia

- wyjaśnia Agnieszka.

Kobieta przebywa w Zakładzie Karnym w Krzywańcu od marca 2020 roku. Alan jest jej czwartym dzieckiem. Na wolności czeka na nią m.in. 5-letnia Zuzia. Kilka lat wcześniej dziewczynka, podobnie jak teraz jej starszy brat, również towarzyszyła swojej mamie w odbywaniu kary. Agnieszka wspomina, że rozstanie z córką było dla niej trudne.

- Jest pod opieką mojego byłego partnera. Ciężko przeżyłam rozłąkę, ale nie mogłam się załamywać, bo byłam w drugiej ciąży

- mówi.

Kobieta cieszy się, że ma kontakt z rodziną. Niedawno została też babcią. Przyznaje, że najtrudniejsze jest dla niej to, że nie ma przy niej najmłodszej Zuzi.

- Kiedy rozmawiam z nią przez telefon, pyta mnie: „Mamo, gdzie jesteś?”. Bardzo za nią tęsknię, ale nie widuję jej, chyba nie dałabym rady spotykać się z nią i po widzeniu rozstawać…

- urywa.

Alan i Zuzia jeszcze się nie poznali. 5-latka nawet nie wie, że ma brata.

- Alanowi tłumaczę, że ma starszą siostrę, ale Zuzi jeszcze nie powiedziałam. Zaraz by mówiła, że zostawiłam ją dla niego. Zastanawiałaby się, czemu Alan może być ze mną, a ona nie. To bardzo trudna sytuacja

- przyznaje Agnieszka.

Dodaje, że na szczęście pobyt w więzieniu szybko upływa.

- Przy dziecku czas szybciej leci. Nawet nie wiem, kiedy minęły te ostatnie lata

- zastanawia się.

Harmonogram w więzieniu jest zaplanowany co do godziny. Przed godziną 7 Agnieszka idzie do pracy w kuchni, a w tym czasie jej syn jest w przedszkolu. Około godziny 14 mają czas dla siebie.

- Wtedy idziemy na spacer albo do bawialni, poszaleć w basenie z kulkami. Alan nie ogląda telewizji, za to wspólnie czytamy książki, układamy puzzle, bawimy się. Około godziny 20 syn idzie spać

- mówi.

Podobnie jak Marta, Agnieszka przyznaje, że inaczej wychowuje się dziecko na wolności, a inaczej w więzieniu.

- Tu jest więcej zakazów. Na przykład nie możemy jeść przy dzieciach. Jak raz zdarzyło mi się zjeść coś w pokoju, syn od razu mnie upomniał, że nie mogę jeść. Wydaje mi się, że później, już w domu, ciężko będzie go przestawić, kiedy będziemy jeść wspólnie posiłki

- dodaje.

Jeśli dziecko nie jest w żłobku czy przedszkolu, cały czas jest przy matce. A to bywa trudne.

- Wszystko robimy ze swoimi dziećmi. Kiedy idę do ubikacji, to idę z synem, tak samo jest z kąpielą. Kiedy musimy coś załatwić albo oddziałowa wzywa nas do siebie, musimy oderwać swoje dzieci od zabawy, a przez to bywają nerwowe. Ale najważniejsze jest, że mamy możliwość odbywania kary mając je przy sobie. Kiedy maluch zostałby od razu oderwany od matki po porodzie, tej relacji z dzieckiem już nie udałoby się później zbudować

- podkreśla.

Agnieszka cieszy się, widząc, jak syn się rozwija.

- Z tego co wiem, to Alan jest najbardziej rozwiniętym dzieckiem w przedszkolu

- mówi dumna mama.

- Rozróżnia czas przeszły, teraźniejszy i przyszły, z łatwością zapamiętuje piosenki, a przecież ma tylko 2,5 roku! Jest bardzo inteligentnym i mądrym chłopcem, ale i zaborczym. Wie, gdzie pracuję. Mówi do mnie: „Idź do pracy, zarób pieniądze i kup mi żelki”

- śmieje się Agnieszka.

Kobieta odsiadkę wyroku kończy w lipcu, choć może starać się o wyjście trzy miesiące wcześniej.

- Czekam aż mój partner przyjedzie do Krzywańca, bo obecnie odsiaduje wyrok w innym zakładzie karnym. Chcemy wziąć ślub. Jeśli uda się, że trafi tutaj, wtedy zostanę tu do końca kary

- mówi.

Dla dobra dziecka

Zakład Karny w Krzywańcu, powstały w 1963 roku, położony jest w lesie, 40 km od Zielonej Góry, na terenie dawnej fabryki amunicji Alfred Nobel Dynamit Aktien-Gesellschaft, działającej w czasie II wojny światowej. Więzienie posiada 12 oddziałów, w tym dwa oddziały terapeutyczne: dla mężczyzn uzależnionych od substancji odurzających innych niż alkohol oraz dla kobiet uzależnionych od alkoholu.

Ponadto na terenie zakładu karnego znajduje się wspomniany Dom Matki i Dziecka, który powstał w 1978 roku dzięki zaangażowaniu prof. Marii Łopatkowej, działającej po wojnie na rzecz ochrony dzieci. To drugie takie miejsce w Polsce - pierwsze znajduje się w Zakładzie Karnym w Grudziądzu, gdzie matki mogą przebywać z dziećmi od urodzenia. W Krzywańcu - od 6. miesiąca życia.

- Domy matki i dziecka zostały stworzone z myślą o dobru dzieci, które nie powinny ponosić konsekwencji czynów swoich matek. Priorytetem jest ochrona i rozwój najmłodszych. Dzieci są traktowane jako niewinne strony sytuacji

- mówi kpt. Piotr Hamera, rzecznik Zakładu Karnego w Krzywańcu.

Wcześniej dzieci odebrane matkom tuż po porodzie często trafiały do innych placówek, np. domu małego dziecka. I tam pojawiał się problem.

- Dzieci zaczynały chorować, notowano nawet przypadki śmiertelne. W przeprowadzonych badaniach zwrócono uwagę na tzw. chorobę sierocą, powodującą regres w rozwoju dziecka, objawiający się stereotypowymi ruchami, zaburzeniami poznawczymi i emocjonalnymi. Dzieci cofały się w rozwoju

- mówi mjr Diana Klaus, kierownik Domu Matki i Dziecka.

I podkreśla: - Ważne jest, aby ludzie zrozumieli, po co takie domy są. Pobyt dziecka w takim miejscu może wydawać się straszny, jednak badania psychologiczne wskazują, że nasza osobowość przeważnie rozwija się do około 4. roku życia, z pewnymi oscylacjami do 6. roku. Najważniejszy jest pierwszy okres życia. Oddzielenie dziecka od matki, do której ma naturalne przywiązanie, może nieść ryzyko braku wykształcenia umiejętności budowania zdrowych więzi interpersonalnych w dorosłym życiu. Tu chodzi o inwestowanie w społeczeństwo.

Aby skazana mogła odbywać karę więzienia razem z dzieckiem, zgodę musi wyrazić sąd, matka również musi tego chcieć. Zdarza się, że kobiety wykorzystują swoje dzieci, by mieć lepsze warunki odbywania kary.

Jednak, jak mówi Piotr Hamera, ze statystyk wynika, że w 9 na 10 przypadków matki szczerze pragną być blisko swoich dzieci i opiekować się nimi. Dom Matki i Dziecka zapewnia warunki, by kobiety te mogły koncentrować się na swojej roli.

- Kobiety odbywające tu karę mają lepsze warunki, ale głównym celem jest zapewnienie dzieciom odpowiedniej opieki i wsparcia. Nadzór specjalistycznej kadry zapewnia prawidłowy rozwój dzieci, często oferując nawet lepszą opiekę niż ta, która jest dostępna poza murami placówki, włączając dostęp do pediatry, dietetyka czy zorganizowanych zajęć. Cała kadra pracuje z myślą o tworzeniu im nowego życia i zapewnieniu, że po opuszczeniu ośrodka dzieci te nie będą stygmatyzowane ani odrzucane przez społeczeństwo

- mówi Hamera.

O tym, że dzieci przebywające w więzieniu w Krzywańcu są zaopiekowane na wysokim poziomie, świadczą prowadzone badania.

- Pani doktor, porównując nas z kilkunastoma ośrodkami przedszkolnymi na wolności, stwierdziła, że powinniśmy dzielić się naszym doświadczeniem ucząc innych, jak dbać o zdrowie dzieci, zadbać o ich zęby i dietę. Żadne z tych dzieci nie miało ubytków w zębach, nadwagi ani wad postawy

- podkreśla Diana Klaus.

Dom Matki i Dziecka zapewnia 32 miejsca dla matek i nieograniczoną liczbę miejsc dla dzieci. Obecnie przebywa tam 18 kobiet i 19 dzieci. Większość osadzonych wychodzi na wolność wraz ze swoimi pociechami. Są jednak przypadki, kiedy kobieta ma do odbycia wieloletnią karę pozbawienia wolności. Wtedy dziecko najczęściej trafia pod opiekę kogoś z rodziny, a jeśli takiej osoby nie ma, wówczas poszukiwana jest rodzina zastępcza. To jednak nie dzieje się nagle - zarówno matka, jak i dziecko dużo wcześniej przygotowywane są na moment rozłąki.

- Organizujemy spotkania, podczas których przyszli opiekunowie spędzają czas z dzieckiem, bawią się i przynoszą prezenty, prezentują się jako ciotki, wujkowie lub przywożą własne dzieci. Prowadzimy różne akcje, by dziecko nawiązało z nimi relacje i nie czuło oporów. Naszym celem jest przeprowadzenie całego procesu możliwie jak najłagodniej

- wyjaśnia kierowniczka Domu Matki i Dziecka.

I dodaje: - Mama oddaje dziecko w zaufane ręce i zazwyczaj wie, dokąd ono trafia. Jeśli matka ma długoletni wyrok, to zdaje sobie sprawę, że w końcu nastąpi rozdzielenie. Niektóre mamy, choć mają długi wyrok i mogłyby przedłużyć pobyt dziecka do 4. roku życia, podejmują bardzo świadomą decyzję o przyspieszonym oddaniu dziecka. Bo rozumieją, że dla jego dobra najlepiej jest, by opuściło miejsce opieki w wieku 3 lat.

Dzieci w zakładzie karnym w Krzywańcu chodzą do żłobka i przedszkola, a opiekę nad nimi sprawują piastunki - inne osadzone.

- Dzięki temu dzieci mogą rozwijać umiejętności społeczne. W przyszłości, dzieci, które opuszczą naszą placówkę i wrócą na wolność będą mogły łatwiej dostosować się do szkół i przedszkoli

- mówi st. szer. młodszy psycholog DMD Krystyna Juźko.

Piotr Hamera wskazuje, że gdyby nie domy matki i dziecka, nasze społeczeństwo byłoby jeszcze bardziej dotknięte problemami.

- Warto zauważyć, że istnieje coś takiego jak dziedziczność biedy, dzieci często powielają wzorce swoich rodziców. Często widzimy to na przykładzie naszej populacji osadzonych. Jeśli w pewnym momencie nie przerwiemy tego cyklu, to problem może się nasilić

- zwraca uwagę rzecznik więzienia.

Daria Klaus wspomina jedną z matek.

- Urodziła się w więzieniu. Jej życie było naznaczone alkoholem, porzuceniem przez matkę, a potem, już jako osadzona, wróciła do więzienia i tu urodziła dziecko. Ta dziewczyna podziękowała nam za wszystko, mówiąc, że po raz pierwszy w życiu doświadczyła normalnego traktowania. Istnieje nadzieja, że w jej przypadku to błędne koło zakończy się na niej, bo nie pozwoli, by jej dziecko przeszło przez to samo, co kiedyś ona

- podkreśla.

Nadzieja na nowe życie

Agnieszka, wraz z synem Alanem, Zakład Karny w Krzywańcu najpóźniej opuści w lipcu.

- Na wolności mam już załatwioną pracę, w kuchni. Mam mieszkanie. No i jest Zuzia, która do mnie wróci

- mówi Agnieszka.

Jej dzieci urodziły się w Grudziądzu. Kobieta nie chce ukrywać przed nimi prawdy.

- Jak Alan będzie większy, to powiem mu, gdzie był. On i córka urodzili się w Grudziądzu. Powiem im, bo przecież są zdjęcia, na których tu jesteśmy. Ktoś może zobaczyć, powiedzieć. Lepiej, żeby dowiedzieli się ode mnie

- wskazuje Agnieszka.

Plany na przyszłość ma również Marta, która więzienie opuści za miesiąc.

- Razem z córeczką jesteśmy tu 3 lata i 4 miesiące. Dzięki dyrekcji i kadrze, którzy wspierali mnie w uzyskaniu warunkowego przedterminowego zwolnienia, już niebawem opuścimy zakład. To już za miesiąc

- cieszy się.

I dodaje: - Po wyjściu chcę szybko stanąć na nogi. Chcę, żeby chłopcy zamieszkali ze mną i Kingą. Na pewno będę unikać kontaktu z jej ojcem. Jeszcze nie czuję się na tyle silna, by spotkać się z nim twarzą w twarz. Unikam też kontaktu z moim domem rodzinnym, mimo że mój ojciec mnie wspiera. Wiem, że sobie poradzę. Więzienie nauczyło mnie asertywności i wyznaczania granic. Już nie jestem tą samą osobą.

Marta chciałaby wrócić do zawodu. Zanim trafiła do więzienia, była ratownikiem medycznym.

- Ostatnio będąc na wyjeździe do Zielonej Góry i widząc przejeżdżającą karetkę, poczułam dreszcze. Wiem, że to jest moje powołanie

- zapewnia.

Dom Matki i Dziecka w Zakładzie Karnym w Krzywańcu został stworzony po to, by skazane na karę pozbawienia wolności kobiety mogły mieć przy sobie swoje dzieci.

Piętrowy budynek blisko Zielonej Góry, w którym przebywają k...

od 12 lat
Wideo

Wybory samorządowe 2024 - II tura

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na zielonagora.naszemiasto.pl Nasze Miasto