18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

MKTG NaM - pasek na kartach artykułów

"Wielkanocna" zbrodnia w Lubuskiem. Policja zastała przerażający widok. "Ci ludzie byli torturowani, ciała zmasakrowano"

OPRAC.:
Michał Korn
Michał Korn
Wideo
od 16 lat
Zmasakrowane ciała w nowosolskiej willi. Wszyscy mieli rany kłute, ciała nosiły ślady tortur. Z domu zginęły bezcenne kosztowności, w tym to najcenniejsze, wielkanocne dzieło sztuki, którego do dziś nie znaleziono. "Potrójna zbrodnia dokonana w tak brutalny sposób należała do rzadkości" - mówił wówczas Zbigniew Fąfera, jeden z kilku prokuratorów zajmujących się tą tajemniczą sprawą...

Spis treści

Wszyscy mieli rany kłute ciała, ślady tortur

Okazała, biała willa na Zatorzu w Nowej Soli stała się 19 czerwca 1991 roku sceną krwawego dramatu. Kilka dni później znaleziono zmasakrowane zwłoki Waldemara Huczki, wójta miejscowych Romów. Obok martwi leżeli: jego 18-letni syn i narzeczona. Wszyscy mieli rany kłute ciała, ślady tortur.

Tajemniczy skarb w nowosloskiej willi

Huczko (pseudonim„Lalek”) uchodził, nie tylko w swoim środowisku, za człowieka bardzo majętnego, jednego z najbogatszych Romów w Polsce. Handlował walutami, złotem, ale także dziełami sztuki w całej Europie, a w jego domu znajdowały się prawdziwe skarby. Jak chcą świadkowie, wśród nich nawet co najmniej jedno ze słynnych jaj Faberge z kolekcji cara Mikołaja II. Już kilka miesięcy po zabójstwie, prawdopodobnie to właśnie cacko zostało sprzedane na aukcji w Nowym Jorku. Za ponad 3 mln dol.

Skąd ten skarb w nowosolskiej willi? Rodzina mówiła, że Huczko zajmował się poszukiwaniem ukrytych przez Niemców skarbów, jajo miało pochodzić z jednej z sudeckich skrytek..

Wszędzie bałagan i skradzione dzieła sztuki

Po czterech dniach ciała wójta oraz jego bliskich, znalazła rodzina i powiadomiła o tym policję. Śledczy nie musieli głowić się nad motywem zbrodni. W domu zabitego panował totalny bałagan. Otwarto i opróżniono sejf, powyrywano z szaf szuflady, porozrzucano na podłodze złote precjoza, przygotowane do wyniesienia obrazy. To wszystko jednoznacznie wskazywało na rabunkowy motyw morderstwa. Próbowano odtworzyć listę skradzionych przedmiotów. Mowa była o kilkuset tysiącach dolarów, dziełach sztuki, złocie, różnych wyrobach artystycznych i jubilerskich. Policyjny grafik na podstawie opisów rodziny sporządził rysunki utraconych przedmiotów.

Podejrzani z ekranu

Już miesiąc po morderstwie zostały one pokazane w programie telewizyjnym. I wówczas zaczęły napływać pierwsze informacje, rozpoznano „fanty”.

Szybko zatrzymano dwóch z pięciu podejrzanych o udział w zbrodni. Szymona G. Polaka narodowości romskiej o pseudonimie „Cygan” i Jacka D., czyli „Dombasa”. W ich domach znaleziono przedmioty pochodzące z domu Huczki.

Charakterystyczny sygnet z dedykacją zamordowanego

Krewni zamordowanych rozpoznali przedmioty znalezione w domach podejrzanych, jako należące do zamordowanego. Wkrótce zatrzymany został trzeci uczestnik zbrodni, a w listopadzie policja dowiaduje się, że dwaj pozostali znajdują się w Niemczech. Potem były schody ze zwolnieniem jednego z zatrzymanych. Szybko udało się ustalić, że miejscowy Cygan wskazał willę Huczków pięciu obcym mężczyznom. Już kilka dni po zbrodni, w niemieckim Essen i w Inowrocławiu, ktoś usiłował sprzedać część zrabowanych przedmiotów. A na początku sierpnia na przejściu granicznym w Świecku niemiecki podróżny miał charakterystyczny sygnet z dedykacją ojca zamordowanego mężczyzny.

Prokuratorzy, policja, praca pod presją

- To była naprawdę trudna sprawa wspominał kilka lat temu Zbigniew Fąfera, jeden z kilku prokuratorów zajmujących się tym zabójstwem. – Potrójna zbrodnia dokonana w tak brutalny sposób należała do rzadkości. Pamiętamy, że obowiązywał wówczas stary kodeks karny i... postępowania karnego, które regulowały m.in. to, że areszt tymczasowy stosował prokurator. Z oczywistych powodów było „ciśnienie” zarówno u nas – prokuratorów jak i u policjantów. To powodowało, że już na wstępnym etapie śledztwa dochodziło do... rozbieżności interesów pomiędzy prokuratorami, a policją. Policjanci całkiem otwarcie narzekali na prokuratorów, padały zarzuty o torpedowanie wysiłków stróżów prawa, później pojawiły się nawet zdania o korupcji. Jak tłumaczy Fąfera w tej wstępnej fazie śledztwa, prokuratorzy znacząco różnili się z policjantami w ocenie dowodów. I zastosowany areszt uchylali, bo spodziewane i zapowiadane dowody nie pojawiały się. – Zdecydowanie brakowało mocnych dowodów – mówił ówczesny prokurator.

Pamiętajmy, że w tym czasie w naszym kraju badania profilu DNA dopiero raczkowały i wykonywane były na zasadzie prób i błędów. Koszt zlecenia takich badań za granicą przekraczał połowę naszego rocznego budżetu.

My w tym czasie mogliśmy wykonać jedynie tzw. badania identyfikacji grupowej, które pod względem mocy dowodowej niewiele wnosiły do sprawy. Jedno z wykonanych przez zakład medycyny sądowej badań zabezpieczonych na miejscu zbrodni włosów spowodowało zniszczenie tego dowodu.

Ogłoszenie wyroku i zamieszki na sali sądowej

We wrześniu 1992 roku prokuratura w Zielonej Górze skierowała sprawę do sądu. Proces, który toczył się w lipcu 1994, satysfakcjonował tylko oskarżonych. Społeczność cygańska, a przede wszystkim rodzina ofiar, uznała werdykt za skandaliczny. W dniu ogłoszenia wyroku doszło nawet do zamieszek na sali sądowej.

Główni oskarżeni uniewinnieni

Sam proces był bardzo nerwowy. Zjeżdżali Romowie z całej Polski, a budynek sądu był chroniony. Obawiano się, że dojdzie do linczu. Wyrok rozsierdził publikę. Trzej główni oskarżeni zostali uniewinnieni od zarzucanych im zbrodni, kwalifikowanego napadu rabunkowego i potrójnego zabójstwa. Jak to możliwe? Sąd uzasadniał wyrok m.in. tym, że sprawcy, po dokonaniu morderstwa w nocy 15 czerwca 1991, nie zdążyliby w półtorej godziny dotrzeć do hotelu pod Bydgoszczą, w którym zameldowali się o 3.50. Mimo że eksperymenty potwierdzały, że było to realne...

Nieoczekiwany zwrot w sprawie

Do tego co i rusz zmieniali się prokuratorzy prowadzący sprawę. Dobrze rozpoczęte i prowadzone śledztwo prokuratorów z Nowej Soli po przejęciu przez ówczesną Prokuraturę Wojewódzką uległo spowolnieniu. Pierwszy z prokuratorów po kilku miesiącach prowadzenia odszedł do adwokatury. Dwaj kolejni rozchorowali się. Z. Fąfera był piątym lub szóstym prokuratorem, który otrzymał to kukułcze jajo i wdrażał się w śledztwo, gdy sprawa znajdowała się w sądzie wraz z aktem oskarżenia. To wówczas zapadły wyroki uniewinniające. Prokuratura wniosła apelację. W styczniu 1996, po jej rozpatrzeniu, sąd uchylił wyrok. Jak uzasadnił, materiał dowodowy wskazywał, że trzej oskarżeni jednak popełnili zarzucane im przestępstwa. Przy okazji wyszły niedociągnięcia śledztwa i procesu. Ale zapowiadało się, że dla tej sprawy jest już za późno, bo zielonogórska prokuratura zawiesiła śledztwo. Na dwa lata. I tak pewnie skończyłaby się ta cała historia, gdyby nie przypadek. Zwolnieni z aresztu podejrzani popełnili kolejne przestępstwa. Śledztwo zostało podjęte w listopadzie 1999.

Na tapet poszły badania DNA i nowe dowody

- Po kilku latach w naszej prokuraturze utworzono wydział do walki z przestępczością zorganizowaną wspominał kilka lat temu Fąfera. – Postanowiliśmy wrócić do tej sprawy uznając, że jest szansa na skuteczne doprowadzenie jej do końca, zwłaszcza że nauka poszła do przodu i mogliśmy już skorzystać na szerszą skalę z badań DNA.

Tropem ruszyli dwaj prokuratorzy. Dokonali remanentu zabezpieczonych kilka lat wcześniej śladów biologicznych. Nawiązali osobisty kontakt z biegłymi z Bydgoszczy. Po wielu latach od zbrodni mieli w reszcie określony profil genetyczny DNA śladów znalezionych na miejscu zbrodni.

Teraz należało jedynie dokonać badań porównawczych. Pojawiły się też nowe dowody. M.in. zeznanie świadka incognito, któremu „Dombas” chwalił się, jak brutalnie mordował Huczkę.

- Najpierw dostał stary, a potem baba. Pojawił się syn i też dostał kosą od ucha do ucha – tak relacjonował świadek.

To również ci prokuratorzy sprawili, że występujący w śledztwie do tej pory w charakterze świadka-Sandryno L. stanął przed sądem i rozliczony został ze swojego udziału w zbrodni. Zostało to poprzedzone jego ekstradycją z Wielkiej Brytanii.

Sędzia stwierdził: „Winni”

W marcu 2003 prokurator okręgowy w Zielonej Górze skierował do sądu akt oskarżenia przeciwko sześciu podejrzanym, w tym głównemu organizatorowi mordu z 1991 roku. Dokument ten liczył około 160 stron. I tu było sporo zamieszania, emocji i nerwów. Na przykład okazało się, że ten sam obrońca reprezentuje trzech głównych oskarżonych i... świadka, który ich obciążał. Ogłoszenie wyroku i znów niebiesko od policyjnych mundurów. Gdy sędzia stwierdził: „Winni”, na Sali było słychać płacze i krzyki. Łzami zalewała się rodzina Huczki, uznając, że sprawiedliwości wreszcie stało się zadość. Krzyczał „Dombas”, jeden z głównych oskarżonych. Wraz ze wspólnikiem usłyszał wyrok: 25 lat więzienia. Dwaj inni powędrowali na 15 lat za kratki. Kolejna dwójka usłyszała wyroki za pomoc w napadzie... Sprawa została okrzyknięta „cygańską”.

I już na początku śledztwa miano nadzieję, że tzw. sąd cygański wskaże winnych i postawienie ich przed sądem powszechnym stanie się formalnością. I rzeczywiście śledztwo, a później proces zdawały się toczyć jakby na dwóch poziomach – romskim i polskim. Na pierwszym sprawcy zostali ustaleni wcześniej.

Ojcowie przyznali, że zabójcami są ich synowie. Oficjalna sprawiedliwość męczyła się 14 lat. I to w atmosferze skandalu.

- Myślę, że ogrom tej zbrodni przerósł romskich „sędziów” – mówi Fąfera. Przedstawiciele rodzin cygańskich z oczywistych powodów zgłaszali chęć niesienia pomocy procesowej, ale pod względem dowodowym efekty nie były takie na jakie liczyliśmy. Przydatna okazała się natomiast współpraca z jednym z bliskich zamordowanego wójta, który naprowadził nas na rodziny romskie na terenie Niemiec, gdzie rozpoznano biżuterię skradzioną podczas zbrodni w Nowej Soli.

Największy skarb, wielkanocne Jajo Faberge zniknęło

Część zrabowanych rzeczy dało się odzyskać. Jednak po największym skarbie, jaju Faberge, nie ma śladu. A przecież brat „Lalka” i jego przyjaciel podobno je widzieli. Miało mieć w środku miniaturowy staroświecki pojazd. A w Inowrocławiu pojawiła się informacja, że w lokalu Europa „Dombas” kulał po stoliku złote jajko zrobione za cara Mikołaja II…

Njcenniejsze jajka wykonano na zlecenie Aleksandra III i Mikołaja II

Jajka Fabergé to jedne z najcenniejszych i najbardziej luksusowych dzieł sztuki, jakie kiedykolwiek powstały. Te najcenniejsze zostały wykonane na zlecenie Aleksandra III Romanowa i Mikołaja II przez znanego złotnika/jubilera Petera Carla Fabergé.

Jajka powstawały z myślą o darowaniu ich członkom rodziny carskiej i najważniejszym osobistościom państwowym. Podkreślmy jednak, że były to prezenty wialkanocne. Wszystkie wykonywano ręcznie, składały się z dziesiątek skomplikowanych elementów. Niektóre posiadały także specjalistyczne mechanizmy. W skład jaj Faberge wchodziło złoto, srebro, kamienie szlachetne, kość słoniowa, masa perłowa. Były zdobione emalią.

Skarb we wnętrzu był objęty ścisłą tajemnicą

Pierwsze jajo wielkanocne w pracowni Fabergé powstało w 1884. Wykonano je na zlecenie Aleksandra III i był to prezent dla żony cara Marii. Po śmierci Aleksandra III jego syn, Mikołaj II, kontynuował tradycję zamawiania jednego jajka na Wielkanoc. We wnętrzu skarbu zazwyczaj kryła się niespodzianka. Co ciekawe do momentu otworzenia podarunku była objęta ścisłą tajemnicą. Nikt poza Faberge nie wiedział co jest w środku. A często były to tzw. ukryte niespodzianki - zegarki, mechanizmy otwierające tajemnicze skrytki itp.

Te które nigdy nie dotarły do adresata

Wyobraźcie sobie, że Fabergé podczas tworzenie jajek inspirował się wydarzeniami historycznymi. Najwięcej z nich, 42 powstały na zlecenie Mikołaja II. Z kolei pierwsze 10 zostało zamówionych przez Aleksandra III. Dwa ostatnie z 1917 roku nigdy nie dotarły do Mikołaja II ze względu na dramatyczne wydarzenia rozpoczynającej się rewolucji:

  • 1917. Jajko z brzozy karelskiej (Birch Egg). Było prezentem dla carycy Marii Fiodorowny.
  • 1917. Jajko z konstelacją w dniu narodzin cesarzewicza (Blue Tsarevich Constellation Egg). Było prezentem dla carycy Aleksandry Fiodorowny.

W kolejnych latach, mamy tu na myśli okres 1898-1904 przedsiębiorstwo Fabergé wykonało serię jajek wielkanocnych na zamówienie Aleksandra Kelcha, milionera, właściciela syberyjskich kopalń złota i platyny. Były one prezentem dla Barbary Kelch. Co ciekawe dorównują one wykonaniem cesarskim prezentom wielkanocnym. W sumie Fabergé wykonał siedem jajek dla Barbary Kelch.

Oczywiście nie wiadomo, ile dokładnie przedsiębiorstwo Faberge wyprodukowało cennych dzieł. Wśród tych późniejszych na liście znalazło się jajko księżnej Marlborough (1902), jajko rodziny Nobel (1914), czy te z wiosennymi kwiatami (1899-1903). Ponadto powstało wiele jajek w skromniejszym wykonaniu. Niestety synowie Faberge nie kontynuowali dzieła swojego ojca. W 1951 roku sprzedali markę.

Prawdopodobnie zachowały się 42 jaja carskie.

To niemal bezcenne działa sztuki warte fortunę

Jajka Fabergé są uważane za jedne z najpiękniejszych i najbardziej złożonych dzieł sztuki. Ich niemożliwe do podrobienia projekty i wyjątkowe, łączące w sobie sztukę i ręczną pracę, sprawiają, że są one nie tylko niemal bezcennymi przedmiotami historycznymi, ale również dziedzictwem kultury i sztuki.

28 listopada 2007 na aukcji w domu Christie’s jajko z zegarem i kogutem, wykonane w 1902 roku dla jednego z Rotszyldów, zostało sprzedane za rekordową sumę 18,5 mln dolarów. Z jajka co godzinę wyskakuje miniaturowy kogut, który sygnalizuje godzinę.

Anna Kaczmarz

oprac. bazujące na artykule Dariusza Chajewskiego z archiwalnego wydania "Gazety Lubuskiej"

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: "Wielkanocna" zbrodnia w Lubuskiem. Policja zastała przerażający widok. "Ci ludzie byli torturowani, ciała zmasakrowano" - Gazeta Lubuska

Wróć na zielonagora.naszemiasto.pl Nasze Miasto